ONA: – Męczy mnie mój stosunek do przeszłości.

WUJCIO WŁODZIO: – Co to znaczy?

– Mam przeświadczenie, że przeszłość i ja jesteśmy czymś, czego nie da się rozłączyć. Że mnie determinuje. Że przez to jaka byłam, jakie decyzje podjęłam kiedyś, na zawsze będę już taka… jakiej nie potrafię zaakceptować.  I z jakichś powodów wierzę, że ja z przeszłości to ja na zawsze. Utożsamiam się z nią. Trochę jakby to, co się wydarzyło, było wyryte, wyżłobione w skale i nie da się nic z tym zrobić aż do końca. Jak blizny, albo stygmaty na twarzy, których nie mogę się pozbyć.

– Chciałabyś to zmienić?

– Tak.

– Tak naprawdę nikt nie wie, jacy jesteśmy. Ja nie wiem, jaki jestem. Tym bardziej nie wiem, jaka ty jesteś. Ty też nie wiesz.

– Nie?

– Nie. Bo to, co masz teraz jest efektem twoich przeszłych doświadczeń. W związku z tym możesz powiedzieć, jaka byłaś. Taka byłam. A my to błędnie interpretujemy: taka jestem.

Możemy czerpać z przeszłości, tworząc tu i teraz naszą przyszłość. Bo przeszłość nas zbudowała.  Natomiast tu i teraz mogę tworzyć siebie. Taką, jaką chcę. Nie jaką powinnam.

– No nie wiem… czy ja mogę robić coś takiego? Bo ja przez ostatni czas bardzo wbiłam sobie bardzo inny pogląd na moją przeszłość i na siebie. Leczyłam się z uzależnień…

– Ja też.

– I wbito mi do głowy inny pogląd. Że moja przeszłość to straszne gówno. I rozumiem, że to miało mi pomóc w zaprzestaniu brania, ale teraz nie pomaga mi w życiu. Wtedy powstał obraz przeszłości jako wielkiej czarnej dziury, odmętu pełnego rzygowin i gówna. A ja nie chcę tak patrzeć na siebie.

– A jak chcesz?

– No, że różnie było.

– To se zrób. Jak chcesz.

Powiem ci jak ze mną było. Zacząłem ćpać jak miałem 14 lat, skończyłem mając 23. Od morfiny do kompotu. W sumie trzy śmierci kliniczne, kilka odwyków, Monar, Garwolin, takie tam historie. Wiem, że z jakiegoś powodu brałem i wiem, że ludzie, którzy sięgają po tego typu używki są osobami zwykle bardzo wrażliwymi i delikatnymi. Które nie są w stanie pogodzić się z tą rzeczywistością. Dlatego jedyną drogą jaką widzą, jest ucieczka.

Po mojej trzeciej śmierci klinicznej, tak zwanym złotym strzale, zdałem sobie sprawę, że z tej choroby są dwa wyjścia: albo umrę, albo będę żył.

Wybrałem życie. Mam ogromne szczęście. Co by było za czwartym razem?

Absolutnie to odstawiłem. Ale czerpię. Bo to nie był sam syf i gówno. Były też fajne rzeczy. Spotkałem dobrych ludzi, w jakiś sposób mnie to ukształtowało.

A Ty jak wybierasz interpretować swoją przeszłość?

Bo przeszłości nie zmienisz. Zmienisz tylko na tu i teraz sposób, w jaki ją postrzegasz. Ja wybrałem taki.

Chociaż mi mówili: powinieneś to, trzeba tamto. Okazało się, że nie prawda. Że mój sposób był dla mnie dobry. Oczywiście wymagałem pomocy, żeby odstawić dragi, żeby przejść głody. I korzystałem z niej. I dziękuję za to całym sercem.

Ale później mój sposób okazał się lepszy. Bo ja wybrałem życie. Moje życie. Według mnie, Włodka. A nie według terapeutów, Kotańskiego, czy kogokolwiek innego.

Dalej poszedłem swoją drogą.

– Ale ja chyba wybierałam drogę nie najlepiej.

– Doprowadziła cię ona tu, gdzie jesteś. Czy to dobrze, czy to źle?

– Zależy kto patrzy.

– A jak ty na to patrzysz?

– Że dobrze.

– Czyli wydarzyło się wszystko, co miało się wydarzyć. Przeżyłaś. Ludzie mają różne drogi. Rzecz w tym, że bardzo często różni ludzie patrzą na twoją drogę przez swoje pryzmaty. Używają swoich własnych kryteriów do oceniania twojej drogi. Rzadko kto używa twoich kryteriów do oceny twojego życia i tego, co robisz. Nikogo nie interesuje, dlaczego podjęłaś taką a nie inną decyzję. I wciskają nam swoje. A my łykamy. Zaczynamy się utożsamiać. Myślimy: no, ludzie mają tak, to ja przecież też tak powinienem.

A ja na to mówię bardzo prosto: a chuja tam.

Po prostu. Jak se chcesz, to se, kurwa, zrób. Ja nie.

Dobrze jest zauważyć pewne idee, wzorce, które są dla nas jak hamulec ręczny. Bo nie jesteś już małą dziewczynką. I nie musisz słuchać wszystkich wokół.

Jak chcesz zbudować własną moc, jeżeli ktoś ci ciągle zaciąga ręczny hamulec? Jak chcesz jechać?

– Ale przecież w coś muszę wierzyć. Przecież jakaś jestem.

– Mamy naturalną tendencję do nazywania. Bo jak nazwiemy, to czujemy się bezpiecznie.

Idziesz do lasu i widzisz drzewo. Drzewo. Żadna tajemnica. Wszystko zostało uproszczone, nazwane. Drzewo. A co się dzieje, kiedy przestajesz je nazywać drzewem a chcesz poznać jego istotę? Kiedy na chwilę zapominasz, co wiesz o nim z podręcznika, milkniesz, dotykasz je, wąchasz, dostrzegasz ocean szczegółów i subtelnych powiązań, którymi to, co nazywasz drzewem, jest połączone z glebą, ekosystemem, światem, tobą.

Gdy wchodzisz z otwartością, jesteś w stanie „nie wiem”. Widzisz horyzontalnie. Wtedy zaczyna się świat magii, która kryje się w zwyczajności. Obszar poznawania, dziecięcej ciekawości. Kiedy myślisz, że wiesz, widzisz punktowo.

Mówisz: Wiem. To jest to. Drzewo. To wiem. I to też wiem. Jesteś zamknięta na poznanie,  bo twój umysł decyduje, że coś już zna, stawia temu czemuś etykietkę. I dalej za tą decyzją idzie to, że zamykasz oczy, uszy na nieskończoną różnorodność tego świata i całą magię życia.

To samo robią psycholodzy i psychiatrzy. Używają map, które mają ułatwić nam poruszanie się w świecie, ale zapominają, że pod tymi mapami jest coś więcej. Co wymyka się wszelkim opisom i nazwom, co jest wiecznie w ruchu. Magia życia polega na tym, że gdy tylko ją nazwiesz, ona znika.

A oni etykietują. Depresja maniakalna. Następny. Schizofrenia. Następny. I recepta. Rób to, rób tamto. Są ramy, diagnozy i trzeba się do tego dostosować. Tak ich programują. A to w ogóle nie o to chodzi.

Tak nas nauczono. Żeby poznawać. Wiedzieć. I tak się dzieje od początków naszej kultury chrześcijańskiej. Co zerwała Ewa w raju?

– Jabłuszko?

– Owoc poznania. Dobra i zła. Wyszli z raju, Adam zaczął nazywać. To jest to i służy do tego. Dobre, złe.

Jak w życiu. Dzieje się jakaś sytuacja i natychmiast musimy ją zinterpretować.

Czy to dobrze, czy to źle? Czy mamy szczęście, czy mamy problem?

I w zależności od tego jak nazwiemy, tak się czujemy. Bo się zaczynamy z tym identyfikować. Po co?

Skoro możesz cały czas postrzegać sytuację, jako sytuację.

Przestać się z tym identyfikować. Jeśli możesz coś zmienić, bo czujesz się źle, to zmieniasz. Jeśli nie możesz, to zaakceptuj to.

Akceptuję. Tak jest. Chciałem zmienić, ale nie mogę. Taka sytuacja. A nie: mam problem.

Przykład: Załóżmy, że coś się wydarzyło. I ja mówię do Ciebie tak:

Nooo, moja kochana, masz problem. Duży problem.

Jak się czujesz? I w którą stronę podąża twoja energia? Zastanów się chwilę nad tym.

Ta sama sytuacja i ja mówię do ciebie tak: Moja droga, stoi przed tobą wyzwanie. Duże wyzwanie.

Coś się zmieniło?

– Wszystko.

– A sytuacja jest ta sama. Tylko inna interpretacja umysłu. Zgadza się? To od nas zależy jak interpretujemy daną sytuację. Od czego to zależy? Od wzorców, które mamy. Od doświadczeń, które mamy. I je też interpretujemy.

„Miałem przechlapane dzieciństwo”. Tak może powiedzieć 95 % społeczeństwa. A dzieciństwo po prostu było, jakie było.

I w zależności od tego, jak nasz umysł będzie to interpretował, tak będzie funkcjonował.

Tego będzie się trzymał i z tym się będzie utożsamiał.

SONY DSC

– Ale właśnie widzisz, tego się boję. Bo wybierałam i myślałam, że wybieram po swojemu. I doprowadziło mnie to w dupę. I straciłam zaufanie, że wybieram dobrze. I że w takim razie chyba muszę się komuś poddać. Bo wtedy mi to pomogło.

–  W pewnym okresie tak. Natomiast teraz nie chodzi o to, żeby się komuś poddać. Tylko o to, żeby zbudować swoją moc. Żeby odrzucić wzorce. Mocno nieuświadomione, których mamy mnóstwo.

Byłem małym chłopcem za głębokiej komuny. Nowe rzeczy jak były, to trudno osiągalne. Moja mama dostała od kogoś dla mnie zajebiste zielone krótkie spodenki ze srebrnym guziczkiem. Nikt nie miał zielonych spodenek to po pierwsze, a jeszcze ze srebrnym guziczkiem, to już w ogóle: wow! No więc, jak możesz zgadnąć, byłem królem na podwórku. I chodziłem w nich latami, wyrastałem z nich, ale cały czas chciałem w nich chodzić. Kombinowałem, mama też, ale się nie dało. I pomimo tego, że spodenki były najwspanialsze w swojej zajebistości, musiałem je odstawić. Bo z nich wyrosłem. Bo już nie były dla mnie.

To samo dotyczy różnych zachowań. To, co kiedyś było dobre dla ciebie, małej dziewczynki, albo ćpunki, żebyś z tego wyszła, wcale nie oznacza, że teraz jest dobre. Wyrosłaś z tych wzorców. Po prostu.

Miałaś pierwszą komunię?

– Miałam.

– Miałaś piękną sukienkę?

– Mhm.

– Byłaś z niej dumna?

– No pewnie.

– A założyłabyś ją teraz?

– No nie.

– No widzisz. Tak samo nie jesteś już ćpunką. To było. Potrzebujesz na to uważać, ale nie jesteś już ćpunką.

Chyba, że dalej chcesz się z nią utożsamiać. Bo ktoś może chcieć to robić.

Ktoś może teraz przyjść do mnie i powiedzieć: ty ćpunie!

Ja wiem, że narkotyki, które brałem, są już za mną. Nauczyły mnie tego, czego miały mnie nauczyć.  Nie są mi do niczego potrzebne.

Możesz mnie nazywać jak chcesz. Mężczyzną po przejściach? Proszę cię bardzo. Ale ja już tego nie łykam jak pelikan. A mógłbym: O Jezusie! Taki jestem?!

Będę miał osiemdziesiąt lat, dziadek na bujanym fotelu i dalej ćpun. Jak żyć?

Wyrosłem z tych spodenek. To moja droga, która doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem. Która mnie wzmacnia. Bo mogę teraz pomagać ludziom, którzy mają podobną drogę. Którzy nie wyobrażają sobie, że można z tego wyjść, że można z tego czerpać, zamiast uważać za czarną dupę. Bo ja z tego czerpię. Jak chcesz, też możesz.

I teraz mocno stoję na nogach. I żyję. Bo wiem, co znaczy umrzeć. I wybrałem życie. Po prostu. Nie cofanie i zwijanie tego w kącik depresji. Idę dalej, pomagam. Od niczego się nie odcinam. Jak mogę się odciąć od swojej przeszłości? To tak jakbym odciął się od swojej ręki.

Byłem chujem, jak najbardziej. Przyznaję się do tego. Byłem. Ale już nie jestem.

– I jak z tego czerpiesz?

– A jak myślisz?

– Wiesz, czego nie chcesz?

– Nie w tę stronę.

– Czego chcesz?

– Dokładnie.

– Ale skąd mam wiedzieć, czy dobrze wybiorę? Czy mogę zaufać, że nie będę wtedy krzywdzić innych? Boję się tego.

– Zamiast myśleć o tym, czego nie chcesz, myśl o tym, czego chcesz. Kiedy nie chcesz czegoś zrobić, czujesz bezradność, złość. Bo nie wiesz. Skąd twój podświadomy umysł ma wiedzieć, co ma robić?

Nie chcesz krzywdzić. W porządku. A czego chcesz?

– Chcę kochać ludzi.

– Zobacz: to zmienia wszystko. Już nie jesteś wkurwionym dzieckiem we mgle, które myśli: to już nie wiem, czy to ja jestem jakaś nie taka, czy co?

Podejmij decyzję.

Wybierz też, czy będziesz łykać jak pelikan to, co wszyscy mówią, że jest dla ciebie dobre. Bo przecież wszyscy wiedzą.

– Wszyscy.

– Wszyscy! Mama, tata, dziadek, babcia, terapeuta, nauczyciel, politycy. Wszyscy wiedzą, co jest dla ciebie dobre.

Grzeczne dziewczynki idą do nieba. W porządku.

Niegrzeczne tam, gdzie chcą.

Gdzie chcesz iść?


0 komentarzy do “Puść hamulec”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane wpisy

Rozmowy z Wujciem Włodziem

Szczerość w informacji zwrotnej

Trochę o szczerości w informacji zwrotnej. Niezwykły to dar. Niełatwo go dać. Często bardzo trudno przyjąć. Poprosiłem koleżankę, która była u nas w odwiedzinach, żeby powiedziała, co myśli na temat opisu mojego wydarzenia na fejsie. Read more...

Rozmowy z Wujciem Włodziem

Matryca aktywności

Włodzio: – Nad czym chciałbyś popracować? ON: – Może nad moim lenistwem? – Lepiej będzie jak popracujemy nad aktywnością. Proponuję ćwiczenie, które sprawdzi jak wygląda twoja matryca aktywności. – Jasne. – Będę zadawał ci pytania Read more...

Rozmowy z Wujciem Włodziem

Wkurwiam się

Wkurwiam się. Bo wciąż żyjemy żeby przetrwać. Bo daliśmy zamknąć się w klatkach. Też tych złotych. Bo wybieramy wygodne kapce zamiast surowej przygody życia na krawędzi. Wkurwiam się. Bo walczymy ze sobą. Ścigamy się zabijając Read more...