– Jak masz na imię?

– Marcin.

– Nie pytam, jak cię nazywają. Tylko jak masz na imię.

– Hm – mruknąłem. Oho, pomyślałem, no to się zaczyna.  – Ale że co?

– Nazywają cię Marcinem. Nazywają ciebie mądrym, głupim. Ktoś cię nazwie ładnym, ktoś brzydkim. Wrogiem, przyjacielem, grubym, chudym. Synem, ojcem, mężem, studentem, pracownikiem, szefem. Każdy ma dla ciebie inną nazwę. Ale czy to znaczy, że taki jesteś?

– No…chyba nie. A ciebie jak nazywają?

– Jedni mówią o mnie nauczyciel, inni mistrz, inni trener, coach, ojciec biznesu, a niektórzy mówią: ty chuju. Ale najbardziej podoba mi się jak nazywa mnie pewna wspaniała czteroletnia dziewczynka: Wujcio Włodzio.



– Niech będzie więc: Wujcio Włodzio. O co chodzi z tymi imieniem?

– W każdych oczach mienisz się innymi kolorami, pod różnymi palcami twoja skóra ma inny dotyk, w każdych nozdrzach pachniesz inaczej, w każdej parze uszu pieśń twego życia jest inną melodią. Która jest prawdziwa? 

– Hm.

– Czy kiedy budziłeś się na tym świecie, miałeś na imię Marcin? Rodzice dali ci to imię. Zaczęli wołać tak na ciebie. Ty zacząłeś reagować. Potem w to wierzyć. Potem utożsamiać się z Marcinem. Potem świat zaczął uczyć cię, co to znaczy. Co znaczy być Marcinem. Mówili ci, co jest dobre, a co złe, co możesz, czego nie. Co wypada, co nie wypada. Dali ci słowa. Słowa złożyły się w zdania, zdania w pojęcia, pojęcia w systemy, teorie, prawa.

– Aha. No i?

– Spójrz. Widzisz?

– No widzę. Widelec.

– Na pewno?

– Chyba wiem jak wygląda widelec, nie?

– I na imię masz Marcin?

– Aaaaa. No dobra.

– Ty nazwałeś go widelcem. Ludzie nazwali go widelcem. Twoi ludzie, bo w innych językach nazywa się inaczej. I ty już przestałeś go widzieć. Przestałeś widzieć to, czym on jest. Widzisz widelec. I to nawet nie jest po prostu widelec, słowo, tylko słowo-symbol, za którym kryje się cały rząd znaczeń, pojęć, wyobrażeń, co z tym widelcem możesz zrobić, do czego go użyć. Widzisz widelec, myślisz – jedzenie. A to tylko umowa. Mapa, którą ktoś narysował, a ty uwierzyłeś, że to rzeczywistość.
Patrzysz na dziewczynę – myślisz: ładna. Albo brzydka. Chuda, albo gruba. Dobra, zła. Tak samo patrzysz na ludzi, rzeczy, siebie. Wszystko oceniasz. Według jakich kryteriów? Skąd je masz? Wszystko to jest sumą wzorców, schematów, przekonań, wyobrażeń, programów, które wgrywano ci przez całe twoje życie.
Nie jesteś tym wszystkim. Nie jesteś żadną z tych rzeczy.

 

– Nie?

– Nie.

– To czym, kim jestem?

– Jesteś, kim jesteś – Wujcio Włodzio roześmiał się radośnie. – Takie to proste. I cały czas się zmieniasz. Gdy próbujesz to chwycić, opisać, znów wchodzisz w pojęcia, znów wymyślasz. Jesteś, jaki jesteś. Po prostu. W każdej chwili inny. Cudowny, idealny. I tylko ty możesz odkryć, co to znaczy.

– Słyszałem o takich rzeczach, ale nie chcę mi się w nie wierzyć.
– A w co wierzysz?

 

– W to, czego doświadczam.

– Serio? A czego doświadczasz?

– No, że wiesz…różnych rzeczy. Że raz deszcz, raz słońce… Wiesz o co chodzi.

– Większość rzeczy, w które wierzymy, ktoś nam wmówił. I zwykle wierzymy w te rzeczy, które uznaje większość. Kiedyś mówili, że ziemia jest płaska, no to była płaska. Ktoś się wychylił, że okrągła, hop, na stos. Teraz mówią, że okrągła, to okrągła przecież. A dla ciebie jaka to różnica? I tu i tu ktoś ci mówi, jak jest. A ty albo w to wierzysz albo nie. Idziesz do szkoły, czytasz książki, w których masz objaśniony świat i przyjmujesz to za pewnik. A jaki masz na to dowód, że tak jest?

– Dowód społeczny?

– Bo większość mówi, że tak jest. I nikt nie zastanawia się, czy to prawda, czy nie. Nie twierdzę, że tak nie jest. Bo nie wiem. Ja w ogóle niewiele wiem. Wiem, tyle, ile doświadczam. W szkole czytałem o prawach fizyki, ale jak mogłem stwierdzić, że to prawda, dopóki nie upuściłem jabłka nad ziemią i nie zobaczyłem, ze prawo grawitacji działa? Uczyli mnie historii, biologii, chemii. I większości z tych rzeczy nie sprawdziłem i dalej nie wiem, czy to moja prawda. Więc to wiara. Jaka jest różnica między książką od historii, a Biblią, powieścią science-fiction i książką kucharską? Uznajesz, że jedna jest bardziej wiarygodna od drugiej. Kto tak powiedział? Na podstawie jakich kryteriów? Ktoś obliczył, ktoś przeczytał gdzieś, ktoś sprawdził, ktoś doświadczył. Znalazł swoją prawdę. 
Jaka jest twoja prawda?

 

– Rozumiem, co mówisz. I nawet się zgadzam. Ale… to przecież podważa w ogóle wszystko.

– No i świetnie! A co wiesz? Co NAPRAWDĘ wiesz?

– Idąc tym tropem, to gówno.

– Właśnie. I ja też. I to jest wspaniałe. I to jest uwalniające! Bo życie to nie zagadka do rozwiązania. Tylko przygoda do przeżycia! Wielkie Misterium Bez Odpowiedzi.
Ja zacząłem kwestionować. Kwestionować wszystko. Zacząłem szukać własnych odpowiedzi. Swojej prawdy. Bo to jest jedyne, co jest: twoja prawda. A może i nie? Sprawdź to. Baw się! Masz na to ułamek sekundy w wieczności. Ale w myślach, koncepcjach tego nie znajdziesz. Tam wszystko jest tak samo prawdziwe jak i nie prawdziwe. Doświadcz, sprawdź. Przeżyj! 



 

– I że co? Mam tak wszystko odrzucić?

– Powiedzieli ci, że jesteś nie wystarczający. Że ciągle musisz więcej. Że masz się przejmować tym, co pomyślą inni. Że jesteś głupi, brzydki, gruby. Że jesteś taki, jak oni mówią, że jesteś. Że nie powinieneś iść za swoimi marzeniami. Że nie dasz rady. Że masz się bać. Bać się, bać cały czas. O wszystko. O jutro, o bezpieczeństwo, o to, czy będziesz miał, co zjeść, o to, czy dasz radę, czy się uda, czy dobrze wyglądasz, czy się spodobasz, czy zasługujesz, czy potrafisz, o bliskich, o państwo, o świat. O wszystko! 
I w tym ciągłym lęku uwierzyłeś. Uwierzyłeś, że jesteś małym, nic nie znaczącym pierdnięciem na tym świecie. Bezbronnym błędem systemu. Uwierzyłeś, że jesteś trybikiem, maszynką do zarabiania i wydawania pieniędzy, która wszystko musi i na nic nie ma wpływu, a już na pewno nie na swoje życie. 

Po co ci to?

 

– Niepotrzebne do niczego. Tylko co z tym zrobić?

 

– Pierdol to. Po prostu. Brak wiary w siebie, to znak, że nie siebie nie znasz.

– Kuszące, nie powiem. Ale zauważyłem, że mówiąc o tym też używasz słów.
– Ty znasz tylko ten świat. Świat pojęć. I tylko przez nie mogę ci pokazać, gdzie jest droga wyjścia.
– Czyli gdzie?

– Za słowami. Tu. Gdzie nie ma ocen. Nie ma lepszego, gorszego, złego, dobrego. Tam, gdzie wszystko jest po prostu tym, czym jest. W byciu. W sercu. Serce to klucz do drzwi więzienia. Rumi pisał: Między tym, co słuszne, a tym, co błędne, rozciąga się wielka przestrzeń. Tam się spotkamy.
– Nie czuję tego.
– Poczuj swoją dupę.
– Co?!
– Poczuj swoją dupę. Twoja dupa zawsze jest tu i teraz. W przeciwieństwie do twojej głowy, która miota się. Tu, tam. Rozpamiętuje przeszłość, martwi się o przyszłość. A jest tylko teraz. Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości. Tylko teraz. Tylko ten moment, ta chwila. Cała reszta to ich reprezentacje, ich obrazy w twojej głowie. Cała reszta to sen, wyobrażenie. Jak często jesteś obecny? Widzisz. A twoja dupa jest zawsze obecna. Niezależnie od tego, gdzie jest twój umysł. Tylko skieruj tam uwagę. Na dupę. Myśli będą, oczywiście, i myśli są dobre. Ale daj im przychodzić i odchodzić.
– Czyli co? Jak chcę się obudzić, mam czuć dupę?
– Dokładnie. Nie tylko. Każda część ciała jest dobra. Oddech jest wspaniały. Śmiech najlepszy. Każda czynność, każde doznanie. Tylko bądź obecny! I to ty, w każdej chwili, w każdym momencie, decydujesz. Czy wolisz być, żyć, czy pływać w oceanie umysłu, śnić sen, który naprawdę nie istnieje. Czy wolisz patrzeć w słońce, czy na jego zdjęcie.
Teraz otwierasz oczy. I tylko ty zdecydujesz, czy wstaniesz od razu, czy pośpisz jeszcze pięć minut. No, bo tak się fajnie śpi, jeszcze mała drzemeczka, jeszcze chwilka. Możesz tak całe życie.

– Chcę wstać! Co mam zrobić?
– Narzędzi jest tyle, że nie ogarniesz. Najważniejsze jest chcieć. Chcieć. Tak szczerze, tak naprawdę. A potem znaleźć swoje narzędzie.
Sam sprawdź. Na początek posiedź pół godziny i obserwuj oddech. Wyprostowane plecy, zamknięte oczy. Nie kontroluj, obserwuj. Oddech, myśli, doznania w ciele. Tylko obserwuj i kieruj uwagę. Zobaczysz, co się będzie działo z twoim umysłem. Obserwuj oddech. I odliczaj te oddechy do dziesięciu. A potem od nowa. Obserwuj myśli. Obserwuj doznania. Obserwuj siebie.

– Co się będzie działo?

– Sam doświadcz. Nie wierz, nie rozkminiaj. Doświadcz. Bądź wytrwały. Pół godziny.

– Ale co? Teraz?
– Teraz jest najlepszym czasem. Nigdy nie będzie lepszego.
– Jezusku! Ale to trudne.

– Kiedy byłeś małym dzieckiem i uczyłeś się chodzić, myślisz, że się nie przewracałeś? Przewróciłeś się, płakałeś, a potem znów wstawałeś zajarany wszystkim wokół. I przewracałeś się i wstawałeś. I w końcu nauczyłeś się chodzić. I tak było z każdą rzeczą, którą umiesz. Ale wtedy byłeś ciekawy. Ciekawy wszystkiego. A gdzieś po drodze wmówili ci, że życie to smutny obowiązek. Brzemię, które trzeba nieść aż do śmierci. Udręka, rozpacz, ból i smutek. Bleh.
A życie to cudowna przygoda! Czasem tak trudna, że wolałbyś nie żyć. Ale przygoda! I zawsze nią jest. I jest w niej wszystko, czego zapragniesz, wszystko, czego potrzebujesz. Szczęście, smutek, śmiech, łzy, rozpacz, radość, niebo, piekło, gwiazdy, ogień, ocean, fale i miłość! Miłość!
Zapytaj się siebie, czego chcesz i idź po to.
Tylko przypomnij sobie, że jesteś wart, że jesteś godzien tego wszystkiego.

Tylko znajdź w sobie odwagę i wytrwałość, żeby po to sięgnąć. 
Jak byłeś dzieckiem, widziałeś to. Znów zacznij to widzieć. Pamiętaj, że to ty zawsze decydujesz. W każdej chwili. Nawet jeśli myślisz, że tak nie jest. Brak decyzji to też decyzja.

– No dobra, Wujcio Włodzio. Co teraz?

-Żyj.
I nie spierdol tego.


0 komentarzy do “Jak masz na imię?”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Rozmowy z Wujciem Włodziem

Pendolino – o uciekaniu do siebie i odwróconych wartościach

K: – Trudno mi osadzić się w rzeczywistości. W: – Co przez to rozumiesz? – Są takie mieszane uczucia. Wrażenie, że człowiek przyszedł tu po to, żeby się przed czymś ukryć. I uciec stamtąd, żeby Read more...

Rozmowy z Wujciem Włodziem

Puść hamulec

ONA: – Męczy mnie mój stosunek do przeszłości. WUJCIO WŁODZIO: – Co to znaczy? – Mam przeświadczenie, że przeszłość i ja jesteśmy czymś, czego nie da się rozłączyć. Że mnie determinuje. Że przez to jaka Read more...

Rozmowy z Wujciem Włodziem

Pasja

Dzisiaj zainspirował mnie Kuba. Kuba siedzi na drewnianym krześle w kuchni swojego mieszkania we Wrocławiu i opowiada. O bębnach, o sztuce, o nauce, o słuchaniu, o życiu. Dosłownie, metaforycznie. Z każdej strony, jak tylko chcesz. Read more...