A mówili, że nie będzie burzy.
Łazienki Królewskie. Zieleń jeszcze rozszalała, choć powoli już blednąca. Subtelny zapach kwiatów i świeżo skoszonej trawy. Gdzieś daleko w tle nigdy nie milknący krzyk miasta, ale na pierwszym planie koncerty ptaków, rozmowy, śmiech przechodniów.
Ludzie w wakacyjnych ubraniach: krótkich spodenkach, kolorowych spódniczkach, klapkach. Coraz bardziej przyspieszali kroku, zmierzając w stronę wyjścia.
Byliśmy już za bramą, gdy lunęło. Chcieliśmy schować się gdzieś w kawiarni, ale nie było nic pod ręką.

Monika ubrana w lekką sukienkę spod której rysował się pokaźny owal napiętej skóry na brzuchu. Była w szczęśliwej ciąży. Termin za dwa miesiące.
Postanowiliśmy, że na kawę pójdziemy do jej pobliskiego mieszkania.

– W sumie mogę zmoknąć – uśmiechnęła się.

Szliśmy a deszcz nasilał się z każdą minutą. Dawno już tak nie padało. Rozmawialiśmy o czymś, a ja wtuliłem głowę w ramiona ignorując zimno przemoczonej koszulki i krople rozbijające się o moje ciało.
W pewnym momencie poczułem zapach mokrej ziemi. Właściwie to zapach mokrego chodnika, asfaltu. Tak znajomy, tak charakterystyczny. Zaciągnąłem się głęboko. Przestałem mówić. Otworzyłem się. Wyprostowałem. Podłączyłem. Pozwoliłem sobie na czucie. Każdej kropli, która z impetem rozbijała się na mojej skórze, żeby chwilę potem, już spokojnie, masować mnie przyjemnym chłodem. Otworzyłem się na zimno w moich kończynach i uczucie przemoczonej koszulki przyklejającej się do ciała. Na dźwięk kropel grających deszczową pieśń na liściach drzew w parku.

I nagle, w jednej chwili, jakbym przeszedł przez bramy światów. Jakbym wyszedł z jakiegoś niejasnego, zamazanego, bladego miejsca o kanciastych ścianach myśli, gdzie uczucia są mglistą niewygodą.
I wszedł w nieograniczoną przestrzeń pełną bodźców, kolorów i doznań, nawet tych z początku nieprzyjemnych. A niby zwykły deszcz.
W drodze do mieszkania kilka razy przechodziłem przez te bramy, wchodząc i wychodząc w rozmowę z Moniką. Tracąc i odzyskując uważność.

Jakiś czas potem siedzieliśmy w kuchni przy herbacie. Deszcz rytmicznie rozbijał się o szybę w pokoju.

– Ciekawie jest być w ciąży – mówiła Monika – Te wszystkie rzeczy, jakie się z Tobą dzieją po drodze. Uczucia, które ci towarzyszą, gdy mała się rusza. Ostatnio przekręciła się tak śmiesznie, jakby część jej wystawała mi z brzucha przez naciągniętą skórę. O tu, widzisz? Musiałam ją wciskać z powrotem.

Wzięła łyk herbaty a ja opowiedziałem jej o moim doświadczeniu z deszczem.

– Wiesz, że przy okazji bycia w ciąży też po raz pierwszy w życiu poczułam, co to znaczy być ograniczoną – powiedziała. – Bo teraz nie mogę już jechać na miesiąc do Kirgistanu, choć bardzo bym chciała. Nie mogę jechać na rowerze. Wcześniej tak miałam, że cokolwiek robiłam, wiedziałam, że jakoś to będzie. Jak trzeba było iść 50 km, spać na podłodze w miejscu, gdzie nie ma jak się umyć, było spoko. Teraz już nie. Teraz potrzebuję dobrych warunków. Już nie zrobię wszystkiego. Teraz wyjście po zakupy jest trudne, czasem nawet wejście po schodach. Bo wszystko, co robię, wpływa na moją córeczkę. Każda rzecz jaką robię.
To taka walka z egoizmem i odpuszczanie. Mojego chcenia. Bo może bym chciała coś innego, a jest co innego.
I muszę przyznawać przed sobą i innymi, że już nie zawsze daję radę. Że mam też doły psychiczne. I potrzebuję pomocy. To trudne, wiesz? Bo trzeba dorosnąć. I teraz naprawdę opuszczam gniazdo. Zakładam własne. Muszę wziąć odpowiedzialność. Już nie tylko za siebie, ale za tą małą, co się rusza w moim brzuchu. I od tej pory wszystko, co zrobię na nią wpłynie.
Czy będę jeździć kamperem w Mongolii, czy będę mieszkała w blokowisku. Czy będę wegetarianką, czy będę oglądała telewizję.
Dobrze, że ta ciąża trochę trwa. Jest czas, żeby się z tą myślą oswoić. Poukładać na półkach. Przygotować życie na nowego współlokatora.
I ta świadomość, że już nigdy nie będzie, jak było. Nie ma kroków w tył.

– I jak ci z tym?

– Czasem trudno, czasem się boję. Ale bardziej to wspaniałe.

– To trochę tak jak z tym deszczem, prawda? Możesz iść i chłonąć deszcz całym sobą, każdym zmysłem, doświadczać jak pięknie jest w nim być. A możesz kulić się, biec, uciekać.

– No właśnie. I tak naprawdę to chyba jest tak na każdym etapie życia, w każdym doświadczeniu. Czy to jest bycie w ciąży, czy bycie nastolatkiem. Rozmowa o pracę czy prowadzenie firmy. Najlepsze wakacje życia albo czterdzieści stopni pod kołdrą. Tak mi się wydaje.
Tak właśnie myślę, że teraz jest dla mnie taki czas. Żeby poddać się, przeżyć to, doświadczyć.
Koleżanka mi opowiadała, że jak była w ciąży, to miała ochotę krzyczeć: oddajcie mi życie!
A przecież nic się nie powtórzy. Mogę myśleć, że to tylko ograniczenia, ale to tak jak z tym deszczem. Owszem, przechodzę różne stany. Ale przecież nawet nie wiem, czy jeszcze kiedyś będę w ciąży. Może to ostatni raz. Nie wiem czy kiedykolwiek będę miała okazję doświadczyć tego ruchu, tego że nowe życie rozwija się w mnie. Kopania, nudności, rytmu drugiego serca we mnie. Bycia sobą z kimś w środku.

– Potem pierwszy ząbek, pierwsze słowo.

– Jeśli tego nie doświadczę w stu procentach, to może przejść obok mnie.
Deszcz. Coś, co się dzieje. Nie mamy na to wpływu, nagle jesteśmy w nim.
I możemy go doświadczyć w pełni. A nie da się tego doświadczyć, jeśli się skulimy i będziemy biec.
Dlatego lepiej spacerkiem.


0 komentarzy do “Być w chwili”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane wpisy

Spotkania

Być bezdomnym – nadawanie znaczenia sytuacji

Siedzę na ławce na dworcu autobusowym Młociny. Słońce świeci rozkosznie, na niebie kilka chmur, czekam na autobus do Wrocławia. I piszę sobie kilka myśli, które błąkają mi od jakiegoś czasu w głowie. Obok mnie siedzi Read more...

Spotkania

Bycie w chwili

      A mówili, że nie będzie burzy. Łazienki Królewskie. Zieleń jeszcze rozszalała, choć powoli już blednąca. Subtelny zapach kwiatów i świeżo skoszonej trawy. Gdzieś daleko w tle nigdy nie milknący krzyk miasta, ale Read more...

Maksiu uczy

Dzień i noc

Jestem ciekawy, jak masz. Na maksa jestem ciekawy, co jest w Tobie. Tak naprawdę. Nie pod powierzchnią słów i skóry, ale do szpiku kości i do Twojego ostatniego atomu. Przez wiele lat eksplorowałem miejsca, które Read more...