Idziesz ulicą.

Widzisz zarośniętego człowieka w podartym i brudnym ubraniu. Leży nieruchomo pod ścianą supermarketu. Pod nosem zaschnięty gil.
Co myślisz?
Możesz pomyśleć na przykład: pijany menel. Proste. Tyle na temat.
A to, że od początku istnienia ludzkości, człowiek jak do tej pory bezskutecznie próbuje jednoznacznie opisać siebie, świadomość, psychikę, ciało, to nic.
Wszystkie książki pisarzy, badania psychologów i psychiatrów, cała praca terapeutów, uzdrowicieli, rozkminki filozofów, kilka tysięcy lat tradycji różnej maści religii: wszystko to nic nie znaczy.

Bo to jest pijany menel. Proste. Idziesz więc dalej.

Tak zwykle działamy.
Już po chwili, kilku zachowaniach, słowach, poglądach, po rysach twarzy, kolorze skóry, ubraniach, pochodzeniu, narodowości, miejscu wychowania, ilości posiadanych pieniędzy, pracy jaką wykonuje,
Wiesz wszystko. Albo prawie.

Ciach, ciach, szybciutko łączymy informacje z pasującymi do nich słowami – etykietkami.
Pod każdą z tych etykietek jest szufladka. Tam mniej lub więcej dokumentów na temat danego typu osoby. Gotowe, zasłyszane i przeczytane historie, bazy danych i doświadczeń. Obrazy, wyobrażenia.
Następuje szybki przegląd i aaa, już wiem, co to za jeden!

Zamykamy, ograniczamy to, co nieskończenie złożone i nieprzewidywalne. Cały wszechświat szczegółów. Opasłe tomy życiowych historii, przyczynowo – skutkowych zależności, mniej lub bardziej niesamowitej sieci zdarzeń, złożoności umysłu, boskich planów.

Nakładamy kalkę, rysunek, składający się z wielu innych kalek i rysunków. Przestajemy widzieć wyjątkową, unikalną istotę, pełną życia, zagadek i tajemnic. Zaczynamy widzieć mniej lub bardziej dokładny rysunek techniczny.

Często jak Arnold w Terminatorze skanujemy otoczenie i nieświadomie przetwarzamy informacje klasyfikując wszystko pod względem posiadanych baz danych.

I tak kilka przykładowych szufladek:

Patrząc na weganina, widzimy chuderlawego dziwaka, który gotowy jest oddać życie za kawałek kalafiora.

Człowiek, który pracuje w korporacji, to na własne życzenie pracujący całymi dniami szczuro-zombie, który wymienił młodzieńcze marzenia i idee na bezpieczny hajs, kredyt na mieszkanie i co roczne urlopy w ciepłych krajach.

Rom to opasły stwór w kolorowym stroju, który ciągle upatruje okazji, żeby sprzedać ci swoje dziecko, ukraść twoje, w międzyczasie wynieść rzeczy z piwnicy. Wykłóci się, nawyzywa, a na koniec zagra na gitarze: ore, ore, szabadabada amore.

Człowiek z ogoloną głową i mięśniami to przygłup, który ostatnią książkę widział w liceum, czyta tylko posty na facebooku, a każdą wolną chwilę spędza na prężeniu mięśni na siłowni, opalaniu skóry na solarium, zarabianiu na fury z neonami, dzięki której będzie mógł skuteczniej wyrywać lateksowe dupenie.

Wymieniać można w nieskończoność (a przynajmniej bardzo długo).

Oczywiście zawartość szufladki z daną etykietką może się od siebie bardzo różnić w zależności od osoby, która do niej zagląda. Ta sama etykietka dla różnych osób może oznaczać coś zupełnie innego. Zależy od naszego wychowania, doświadczeń, zasłyszanych historii, przyswojonych poglądów, wyznawanych wartości, itp.

Robimy to po to, żeby łatwiej poruszać się w świecie.
W nieskończonej ilości informacji, danych. Potrzebne nam to było i wciąż czasem jest, żeby przetrwać. Łatwo i szybko rozpoznać, co szkodzi, co pomaga. Kto przyjaciel, kto wróg.

Tylko że przestajemy widzieć ludzi. Wkładamy siebie nawzajem w gotowe foremki.

A etykietka zaczyna działać jak samospełniająca się przepowiednia.

W amerykańskiej szkole przeprowadzono badanie. Klasa z uczniami, którzy dopiero rozpoczynali naukę w szkolę napisała test mający sprawdzić ich predyspozycje. Badacze podmienili wyniki i zafałszowane przedstawili nauczycielom. Uczniowie z niższymi wynikami zostali przedstawieni jako wyjątkowo uzdolnieni i odwrotnie.
Przez następne pół roku nauczyciele traktowali uczniów stosownie do swoich przekonań na ich temat, które wyrobili sobie na podstawie wyników testów.
Po upływie tego czasu zrobiono kolejny test. Okazało się, że w faktycznych wynikach uczniowie traktowani jak wyjątkowo uzdolnieni mieli o 30% wyższe wyniki niż w poprzednim teście.

Dokładnie to samo działa w drugą stronę.

W swoim życiu poznałem wielu bardzo zdolnych ludzi (z tym że niekoniecznie były to uzdolnienia związane z matematyką, czy fizyką), którzy byli święcie przekonani, że skoro wychowali się na blokowisku, albo wsi, w takich, a nie innych środowiskach, jedyne, co mogą robić, to zajęcia związane z budowlanką, handlem narkotykami, albo innymi mniej lub bardziej nielegalnymi rzeczami.

Gdy prowadziłem warsztaty w gimnazjum, dzieciaki opowiadały mi o swoich rówieśnikach, którzy popełnili samobójstwo, nie mogąc znieść ciężaru etykietek, które na nich zawieszono.

Wciąż natykam się na ludzi, którzy określają wartość swoją i innych na podstawie pracy jaką wykonują, ilości posiadanych pieniędzy, wyglądzie ciała, zdolnościach umysłu, przeszłości, posiadanej wiedzy, ilości przeczytanych książek.

Ja sam przez większość życia próbowałem nakreślić kształt siebie poprzez etykietki, które nakładali mi inni, lub które sam sobie nakładałem. W społecznej świadomości czekają gotowe informacje na temat tego, co dana etykietka może, albo nie. Czego się można spodziewać mniej więcej. Co wypada, co nie. Co jest prestiżowe i odwrotnie.

I gdy już byłem opisany, zaetykietowany, czy chciałem tego, czy nie, zachowywałem się stosownie do oczekiwań z tą etykietą związanych.
Gdy wszedłem w ramkę, powiedziałem A. Teraz trzeba było powiedzieć B.

Koło się kręci. Im bardziej tak się zachowujemy, tym bardziej etykieta przylega. Im bardziej przylega, tym bardziej zachowujemy się stosownie do niej.

A gdy otrząsnę się z tego szaleństwa i spojrzę z boku, okazuje się, że większość mojego życia i historii ludzi, których w tym życiu poznałem, wciąż pokazują mi, że te całe etykietki to gówno prawda.

Wszystko można zmienić. Lub zmienia się samo prędzej czy później.

Pracę, zajawki, zachowania, pasje, poglądy, ilość zmarszczek, wykształcenie, wyobrażenia na swój temat, sprawność ciała, partnerów, płeć, znajomych, miejsce zamieszkania, ilość pieniędzy, możliwości umysłu, głębię emocji i odczuwania, znajomość własnego wnętrza, granice państw, rządy, systemy społeczne, składy genetyczne, definicje słów, postrzeganie rzeczywistości, historię, tezy naukowe. Wiarę w to lub tamto. Nawet kolor skóry.

Jeśli tak, to:
Kim jestem?


0 komentarzy do “Etykietki”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Rozmowy z Wujciem Włodziem

Szczerość w informacji zwrotnej

Trochę o szczerości w informacji zwrotnej. Niezwykły to dar. Niełatwo go dać. Często bardzo trudno przyjąć. Poprosiłem koleżankę, która była u nas w odwiedzinach, żeby powiedziała, co myśli na temat opisu mojego wydarzenia na fejsie. Read more...

Rozmowy z Wujciem Włodziem

Lęki i strachy – o przezwyciężaniu strachu i chceniu

– Bardzo się boję. – Czego? – Tego z czym będę się miała zmierzyć w życiu. Tego,  że będę musiała wrócić w pewne obszary mojego życia. I że będę się bardzo bała. I że wszystko Read more...

Rozmowy z Wujciem Włodziem

Czerwone światło – o łykaniu etykietek i zamartwianiu się

Marek: – Ostatnio chodzę jakiś podenerwowany. Nie mogę się uspokoić. Jak coś mi wejdzie w głowę, zamartwiam się cały czas. Chodzę i mielę. Po mamie to mam. Teraz na przykład dwóch uczniów przyuczam do mojej Read more...