„Ból wasz to rozpękanie skorup, w których uwięzi trwa zamknięte rozumienie wasze”.
Kahlil Gibran

Od kilku dni czuję smutek, brak energii i przygnębienie. Raczej unikam ludzi jeśli mogę, kulę się. Jeśli sytuacja tego nie wymaga, nie patrzę w oczy.

Jeśli myślisz, że napisanie powyższego przyszło mi z łatwością, to się grubo mylisz.
Raczej naprawdę się starałem, żeby tego nie napisać. Zacząłem nawet pisać tekst o wdzięczności. Na rozgrzewkę listę rzeczy, za które jestem sobie wdzięczny (btw. spoko ćwiczenie). Robiąc to, poczułem silny bunt.
Wtedy napisałem w zeszycie o uczuciach, które naprawdę czułem w tamtej chwili. I zdałem sobie sprawę, że sam akt ich napisania napawa mnie przerażeniem. Przerażeniem, że jeśli je napiszę, wypowiem, to tak jakbym te uczucia zamurował w swojej codzienności.
I zdałem sobie sprawę, że na tamten moment tekst o wdzięczności wcale nie wypływał z wdzięczności, tylko ze strachu przed odczuwaniem smutku, przygnębienia i bezsilności z nimi związanymi.

To jeden z bardzo ważnych cykli mojego życia. Gdy jestem w radości, spokoju i pewności, mam wrażenie, że będą one trwały do końca życia. A gdy pojawiają się uczucia dla mnie trudne (a zawsze się w końcu pojawiają) za każdym razem przychodzi taki moment kiedy jak dzikie zwierzę w panice szamoczę się, żeby wydostać się z potrzasku.
Próbuję wielu rzeczy: medytacji, tańca, śpiewu, pisania, sportów, dziwnych rozrywek, seksu, spotkań towarzyskich, afirmacji i innych różnych. Prawie zawsze kończy się to chwilową ulgą, a potem coraz większą frustracją. Bo nie działa. A te uczucia nie znikają.

Coraz bardziej zdaję sobie sprawę (z niechęcią, a jakże), że ucieczka przed tym cyklem to jak szamotanie się w ruchomych piaskach. Tylko coraz bardziej się zapadam. To jak sprint z gumową liną przywiązaną do pleców.

Bo to jest część mnie, którą wciąż trudno mi zaakceptować i objąć miłością.
I z każdym cyklem uczę się, że im bardziej walczę z tym stanem, tym bardziej walczę ze sobą.
I za każdym razem rozpuszcza się on nie w walce, ale w akceptacji. Zatapiam się, coraz bardziej odłączam się od siebie i życia, gdy nie pozwalam sobie na uczucia, które w danej chwili przeżywam.
Czemu tak jest? Niedługo napiszę o tym więcej.
Dopiero wejście w nie, pozwolenie sobie na ich doświadczanie i stanów z nimi związanych sprawia, że pozwalam sobie na odkrycie mądrości, która skrywa się za bólem.
I wtedy ten smutek dojrzewa jak kolczasty kasztan, który otwiera się, żeby wydobyć z siebie owoc.
I niemal zawsze ten stan to znak, że w jakiś sposób przestaję żyć w zgodzie ze sobą i swoją prawdą.

W moim doświadczeniu walka z uczuciami to jak walka z porami roku. To jakby negować, że po lecie przychodzi jesień. To jakby powstrzymywać żółknięcie liści na drzewach. To jakby zakazywać jesiennym kroplom deszczu spadać z nieba, a zimowym lodom skuwać ziemię. To jakby powtarzać w kółko jak mantrę: lato, lato, lato, licząc przy tym, że na serio już zawsze będzie lato.
(Trochę tak postrzegam afirmacje i kotwice, ale to przy innym tekście)
Ile tak można? I w sumie to po co?
Bo czy tylko wiosna i lato są pięknymi porami roku (albo odwrotnie dla kogoś innego: jesień, zima)?
Czy też każda niesie ze sobą jakąś mądrość?

Gdy pozwalam im manifestować się w swoim sercu, podłączam się pod nurt życia. Daję sobie prawo do przeżywania jesieni, zimy, wiosny i lata. Bo każda kiedyś przyjdzie. I każda jest tak samo ważna.
Chociaż nie ukrywam, że to wbrew moim osobistym preferencjom 🙂

A Ty co robisz, gdy przychodzi jesień?


0 komentarzy do “4 pory roku w uczuciach”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Poezja

Jutro

Jutro będzie lepiej, Jutro złapię boga za nogi Jutro położę się pod palmą i wykąpię w oceanie, Juto poszukam pracy, Jutro będę lepiej zarabiał, Jutro nie będę marnował czasu, Jutro nie włączę fejsbuka, Jutro wstanę Read more...

Poezja

Zamieć

Wiatr smaga okiennice starej drewnianej chaty. Drobiny śniegu wpadają razem z zamiecią przez szczeliny w oknie. Przyćmione słońce przebija przez szarą zasłonę z chmur. Ciemne górskie granie rysują się mętnie w oddali. Zamieć wznosi, rzuca Read more...

Moja twórczość

Piękno nad Odrą

Usiedliśmy nad brzegiem Odry. Zapytałem ją czym jest dla niej piękno. – Piękna nie da się opisać – odpowiedziała po chwili skupienia zaciągając się papierosem. – Tak jak miłości. Można je tylko poczuć. Piękno to Read more...