Jadę rowerem przez miasto.
Jadę, pedałuję. Słońce świeci. Jesień już.
Spieszę się na warsztat. Myślę, kminię. Stresy jakieś. Tyle działań, tyle rzeczy. Tyle planów, tyle marzeń. Tyle ważnego wszystkiego. Tak dużo wszystkiego.
Że nie zauważam.
Kąt spojrzenia padł na mural miejski. Ale myśl to spojrzenie zamazała. Stop. Zatrzymuję się.
O, mural.
Jebitny taki, pół miasta zajmuję, a i tak go nie zauważyłem.

Ciekawe. Wyobraziłem sobie artystę, który maluje taki mural. Dla siebie, dla innych. Bo to w końcu raczej dość eksponowana forma wyrazu. Przekaz dla miasta. Dla ludzi.
Krzyczące ze ściany na kilka metrów: EJ! CZŁOWIEKU! JESTEŚ TU! ŻYJESZ! OGARNIASZ TO? CZUJESZ? WIDZISZ? HALO! OBUDŹ SIĘ!

I wydawałoby się, że trudno o bardziej widoczną formę sztuki. A tymczasem może się okazać, że większość ludzi tak jest zajęta gonieniem króliczka, zatracona w labiryntach myśli, pędzie zdarzeń, tonąc w wciąż i wciąż pojawiających się tsunami spraw do załatwienia, że nawet tego murala nie zauważają. A co dopiero żeby znaleźć czas, żeby o nim pomyśleć, zagłębić się w siebie, poodczuwać. Zapytać siebie: tak to ma to moje życie wyglądać? Serio?
Właśnie tego doświadczyłem, pędząc przez miasto i swoje myśli:)

A to przecież świat mówi. Muralami, wierszami, zdarzeniami, słowami przypadkowych przechodniów, filmami, książkami, strumieniami słońca, szelestem liści na drzewach. Nawet reklamami. Nieprzerwanie wciąż wysyła sygnały. Wciąga do tańca. Sprawdza reakcje, czeka na nasz ruch. Widzisz? Słyszysz? Czujesz?

Jest taka scena w Brucie Wszechmogącym (btw. jak dla mnie film genialny), w której Jim Carrey jedzie samochodem. Właśnie go zwolnili z pracy. Wzywa Boga. Wtedy po prawej stronie pojawia się znak „uwaga”. Jim go nie zauważa. Prosi o zesłanie znaku. Przed nim pojawia się ciężarówka zapełniona znakami drogowymi. Jim złości się, że wlecze się przed nim. Wyprzedza ją, zdejmuje różaniec i zaczyna się modlić. Traci uważność na drogę i uderza w latarnię, rozwalając samochód. Zaczyna przeklinać Boga, że nic nie robi. Wreszcie krzyczy: odpowiedz mi! W tym momencie uruchamia się jego pager. Jim zrezygnowany opuszcza ręce i patrzy na nieznany numer i wyłącza pager. Mówi: nie znam cię. I tak bym nie zadzwonił nawet gdybym znał.

Zwykle gdy wracam z warsztatów, jadę wzdłuż rzeki. Noc, pusty brzeg i tylko jakiś rowerzysta co kilka minut. Zatrzymałem się. Do tej pory miałem tysiąc świetnych powodów, dla których dobrze jest spieszyć się do domu.
Stałem. Patrzyłem w niebo. Długo. Na przepływające chmury, które odbijają światło miasta. Na ciemne wyspy kosmosu pomiędzy nimi. Na gwiazdy, które jak odległe diamenty migotają w tej czerni.
Damn it. One cały czas tam są! W każdej chwili. I płynąca leniwie rzeka. I jesienny wiatr na mojej skórze. I Szum drzew. Bicie mojego serca. Liście, atomy, cząsteczki, pieśnie i cisza. Cały ten cudowny, nieskończony i tajemniczy świat oddycha razem ze mną.

Jestem. I czasem wystarczy tylko zatrzymać się i wyjąć głowę z dupy, żeby sobie o tym przypomnieć.


0 komentarzy do “Mural”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Teksty Inspiracje

O PRZODKACH I MĘSKIEJ WRAŻLIWOŚCI

—————————– Poniższy tekst jest inspirowany moją podróżą podczas Ceremonii Kaktusa „Wachuma” (inaczej San Pedro) w męskim kręgu. Dedykuję go mojemu Tacie i wszystkim moim męskim Przodkom. —————————— Leżę na materacu. Ciemno. Leci muzyka. Gdzieś blisko, Read more...

Teksty Inspiracje

Szczyty do zdobycia

Najwyższe szczyty mają to do siebie, że tak wiele osób chce tam wejść – myślę i pocę się w ludzkim sznurze ciągnącym się od schroniska aż po sam szczyt Śnieżki. Rzeka ludzi. Zdjęcia, rozmowy telefoniczne, Read more...

Teksty Inspiracje

Aikido

Od niedawna ćwiczę Aikido. To sztuka walki pochodząca z Japonii. Polega głównie na obronie przy użycia siły atakującego. To przede wszystkim rzuty i dźwignie oraz praca z drewnianą imitacją broni. Po jednym treningu Krav-magi (niezwykle Read more...