Najwyższe szczyty mają to do siebie, że tak wiele osób chce tam wejść – myślę i pocę się w ludzkim sznurze ciągnącym się od schroniska aż po sam szczyt Śnieżki.

Rzeka ludzi. Zdjęcia, rozmowy telefoniczne, na szczycie kolejka górska.
Piękne widoki, przyznaję. Ale trochę mam wrażenie jakbym był na górskiej autostradzie.

Zaczynam się zastanawiać: po co ja w ogóle wchodzę na tę Śnieżkę?

Kilka lat temu w takich chwilach myślałem głównie: jak ci ludzie mogą z tego czerpać przyjemność? Obsiadli tę górę jak muchy gówno. Prawie potykają się o siebie. Zamiast na widoki patrzą na ekrany telefonów pstrykając selfie za selfie.

Od jakiegoś czasu coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że tego typu oceny powstają we mnie, gdy nie zaspokajam swoich potrzeb i przerzucam to na innych ludzi.
No bo przecież sam wybrałem, że idę w naszym sznurku. Nikt mi nie kazał.
Teraz, gdy łapię się na takich myślach, szukam za nimi potrzeb.
Czym dla mnie jest bycie w górach?
Góry to moja wielka miłość, a czas w nich to świętość. Przychodzę tu po kontakt ze sobą. Z naturą. Z czymś większym od siebie. Po przestrzeń. Dzikość. Po spokój. Po ciszę i śpiew wiatru między skałami.

A teraz idę po górskiej autostradzie. Cisza ginie w ludzkim wielogłosie. Przestrzeń kurczy się między spoconymi ciałami. Dzikość staje się dowcipem na wąskiej ścieżce ogrodzonej łańcuchami.

Ale czy to ich wina? Czy to jednak mój wybór, że chcę wejść na Śnieżkę akurat w sobotę w południe? Bo jak już tu jestem, to wypada. Bo jest najwyższa. Bo ładnie przecież. Bo se tak wymyśliłem.
A może wszystkim innym to odpowiada. Tylko mi nie.
Więc po co ja tam wchodzę?
Tyle gór, wzgórz i pagórków w tych Karkonoszach. Cichych, bezludnych, pełnych tętniącej życia przyrody. Gdzie tak naprawdę mogę zaspokoić wszystkie swoje potrzeby. A ja męczę się na Śnieżce.

Myślę: na ile takich Śnieżek w moim życiu, na które próbowałem wejść wbrew sobie? Najwyższe szczyty, góry, na które pchałem się nie do końca wiadomo, dlaczego. Szczyty oczekiwań, społecznych wymagań. Ale i oczekiwań wobec samego siebie. Które wciąż zdarza mi się stawiać. I sam nie wiem, po co tak naprawdę.
I idę tam, bo w zasadzie to wypada. Bo wszyscy tam idą. Bo najwyżej. Bo ładny widok. Choć tak naprawdę nie zaspokajają większości moich potrzeb. Poza może np. przynależnością i bezpieczeństwem.

A przecież gdzieś tam, być może w zupełnie innym miejscu, są nasze własne góry. Być może nie najwyższe, nie najsłynniejsze, być może takie, które nie mają jeszcze nazwy. Które powstały miliony lat temu po to, żeby dawać szczęście nam i nam podobnym.

W połowie drogi stwierdziłem, że pierdolę. Zbyt cenny jest czas na tej Ziemi, żeby robić rzeczy dla zasady.
Zawróciłem i poszedłem przez kosodrzewinę tam, gdzie nie prowadzi żaden szlak.

A Ty gdzie idziesz?


0 komentarzy do “Szczyty do zdobycia”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Teksty Inspiracje

Ramki

Kim jesteśmy? Skąd się wzięliśmy? Po co? Wiadomo, że dla hajsu. I żeby być kimś. Kimś, kto pod naszą szerokością geograficzną, w naszej kulturze, epoce, będzie taki właśnie, jaki powinienem być. I wtedy zasłuży na Read more...

Teksty Inspiracje

O PRZODKACH I MĘSKIEJ WRAŻLIWOŚCI

—————————– Poniższy tekst jest inspirowany moją podróżą podczas Ceremonii Kaktusa „Wachuma” (inaczej San Pedro) w męskim kręgu. Dedykuję go mojemu Tacie i wszystkim moim męskim Przodkom. —————————— Leżę na materacu. Ciemno. Leci muzyka. Gdzieś blisko, Read more...

Teksty Inspiracje

Miłość

Noc. Tuż przed północą. Zadzwoniłem do rodziców. Zasypiali. Powiedziałem, że bardzo ich kocham. Wcześniej siedziałem na kanapie z półprzymkniętymi oczami. Gapiłem się w niebo. Widziałem gwiazdy przysłonięte chmurami. Zobaczyłem siebie w długim, nieskończonym rzędzie moich Read more...