O śmierci. O życiu.

Słońce, późny wrzesień. Bloki, powiatowe miasto. Idę chodnikiem razem z dziadkiem mojej ukochanej. Przyjechaliśmy, bo jej babcia ma niedługo operację żylaków. Przyjechaliśmy teraz, bo nigdy nie wiadomo.

Idę. Rozmawiamy z dziadkiem o tym, jak to śpiewa w zespole, o wyjazdach do Gietrzwałdu i tak dalej. I nagle dziadek mówi:

– Bo widzisz, Marcin, nigdy nie wiadomo. Z Waldkiem znałem się całe życie. Rok temu pomagał córce wprowadzać samochód do garażu. Stał z tyłu auta i pokazywał jej jak ma się ustawić. Ona włączyła wsteczny zamiast pierwszego biegu. Za szybko dodała gazu. Tył samochodu uderzył go. Waldek upadł. Głową uderzył w chodnik. Po trzech dniach nie żył.

Kilka tygodni wcześniej dzień po indywidualnej sesji, znajomy mojego klienta powiesił się po mocnej dawce jakiegoś świństwa.

Wieczorem u dziadków oglądałem wiadomości. Zwykle ich nie oglądam. Tam w półgodzinnym wydaniu rynsztokowe zlewki z całego świata. Wkurwiłem się. Bardzo.
I myślałem i mówiłem w bezsilności, że chuj, proszę bardzo, zabijaj się świecie, ogłupiaj się, jeśli chcesz, zatop się w tej nienawiści, bólu i idiotyzmie. Jeśli tak wybierasz, proszę bardzo, świecie. Ale mnie w to nie mieszaj.

Następnego dnia spotkałem znajomego. Poszliśmy na herbatę. Kilka miesięcy temu zmarł jego ojciec. W którymś momencie zapytał się, jak myślimy, co będzie po śmierci. I czy myślimy o tym w ogóle.
Czasem o tym myślę. Ale rzadko ta myśl przebija się przez pancerz umysłu.
Bo to zbyt duża abstrakcja. No bo jak to: Ciach i mnie nie ma?
Gdzieś tam się o nią ocierałem, doświadczałem jej symulacji i do tej pory miałem raczej nastawienie: umrę to umrę. Tyle.
Zdałem sobie sprawę, że mocno wypieram strach przed śmiercią. Wypieram bo ten strach przejawia się w strachu przed życiem. Przed jego pełnią. A tego strachu przecież u mnie wciąż całkiem całkiem.
Śmierć. Temat pomijany. Temat tabu.
Może gdybyśmy o niej więcej mówili, wtedy byśmy bardziej żyli.

Wieczorem obejrzałem film: „I Origins”. W dużym skrócie film (jak to dobry film) opowiada o śmierci, miłości i oczach. (przekozacki film moim zdaniem – bardzo polecam). Nie będę opowiadał.
Uderzyło mnie w którymś momencie, że temat śmierci pojawia się bardzo intensywnie wokół w przeciągu ostatnich dni. No i pękło.

Poczułem strach. Potężny strach sięgający trzewi. Przecież to się może zdarzyć w każdej chwili. Ja. Moi bliscy. Przecież to nie żarty. Nie fantazja, nie opowieść. Tak samo jak żyjesz, tak samo umrzesz.

Przeraziłem się. I piękny był ten strach. Jak liść w policzek na otrzeźwienie.

Tylko że to nie śmierć jest tragedią. Ona jest następną przygodą.
Tragedią jest to, że możemy być martwi za życia.

Czasem mam wrażenie, że cynizm nie pozwala nam zobaczyć tych cudów, co pod samym nosem. Że czarna mgła cierpienia zaciemnia nasz wzrok i nie widzimy nieskończonych możliwości przeżywania tego niesamowitego życia, a zamiast tego narzekamy. Że czasem tkwimy w życiu, którego nie chcemy. W relacjach które nie dają nam radości. Pozwalamy, żeby marzenia przeciekały nam przez palce, a miłość pozostała tylko tęsknotą.
I mam wrażenie, że to właśnie nieuświadomiony strach przed śmiercią sprawia, że nie potrafimy żyć.

Umrę. Umrzesz. Umrą Twoi bliscy. Żyjemy jeszcze jakiś czas. Co z tym robisz? Jak to wykorzystujesz?

Zdałem sobie sprawę jak bardzo kocham ten świat. Jak bardzo kocham ludzi. Jak rozrywa mi serce, gdy ranimy siebie nawzajem i tworzymy ten rozpierdol z własnego wyboru. I dużo łatwiej mi złościć się albo zobojętnieć niż czuć ten rozdzierający ból i smutek. Czasem łatwiej mi nie żyć za życia niż czuć.

Napisałem smsy do najbliższych, że ich kocham.

Umrę. Długo? Niedługo? Moja babcia, gdy niedawno kończyła 80 lat mówiła, że nawet nie wiesz, wnusiu, kiedy ci to minie. Mrugnięcie okiem.
Kiedy umrę? Dziś? Jutro? Za pięćdziesiąt lat? Nie wiem.

Wziąłem kartkę i napisałem na niej trzy pytania:

Jak chcę przeżyć pozostałe dni swojego życia?
Co chcę po sobie zostawić?
Jak mogę przysłużyć się miłości, póki jeszcze mogę?

A potem sobie na nie odpowiedziałem.

A Ty jak chcesz żyć wiedząc, że umrzesz?


0 komentarzy do “Żyć zanim umrę”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Teksty Inspiracje

Wyprawa po szlugi

A gdyby tak życie było wyprawą po szlugi? Pomyśl tylko. Budzisz się, dostajesz światłem jarzeniowym w twarz, boli, boli, strasznie boli, oddzielają cię od ciepła, błogości, szczęścia, raju, dają klapsa w dupę, owijają prześcieradłem, kładą Read more...

Teksty Inspiracje

Zazdrość

Byłem w górach. Przedtem byłem na facebooku. Pokazywałem znajomej fanpage mojego brata, Piotrka, który robi tatuaże. Dawno tam nie byłem. Patrzę, a tam co zdjęcie, to tysiąc lajków (no, prawie) i serie propsujących komentarzy. I Read more...

Teksty Inspiracje

Desiderata

Noc. Siedzę w pokoju. Czekam na deszcz. Zanim spadnie, czytam Dezyderatę. Ależ to jest dobre! W pierwszej klasie liceum na polskim mieliśmy wyrecytować jakiś tekst przed klasą. Wybrałem właśnie Dezyderatę. Chyba nawet się nie jąkałem. Read more...