Chcesz uniknąć krytyki?

Nic nie rób,

nic nie mów,

bądź nikim.”

Arystoteles

Z okazji Dnia Dziecka.

Z tęsknoty za pełną ekspresją, ciekawością świata i eksperymentowania. Za głodem doświadczania i czucia mimo strachu. Za swobodnym przepływem życia i za pozwoleniem sobie na prawdziwe bycie sobą.

Z tęsknoty za tym, co wiem, że kiedyś, bardzo dawno temu było we mnie, ale tak naprawdę tego nie pamiętam. Za tym, co dopiero od niedawna, bo od kilku lat, uczę się na nowo rozbudzać w sobie.

Z głębokiego smutku i wkurwienia, że ten świat, ta kultura, w której przyszło mi żyć, stłumiła to we mnie. Stłumiła to w moich rodzicach i ich rodzicach. Stłumiła w przytłaczającej większości znanych mi osób. I dalej tłumi w następnych pokoleniach.

Tak naprawdę dopiero od kilku lat uczę się być sobą. Od kilku lat uczę się czuć i wyrażać siebie w pełni. Zdobywam się na odwagę mówienia tego, co naprawdę myślę.

Żeby krzyczeć w złości, kiedy czuję, że chcę postawić granice i zawalczyć o siebie.
Żeby móc rozpłakać się bez palącego wstydu, kiedy jest mi smutno.
Żeby śmiać się głośno i krzyczeć w ekstazie bez poczucia winy, że komuś przeszkadzam.

Wciąż przychodzi mi to z ogromną trudnością.

Wciąż jeszcze zakładam czasem maski.

Wciąż jeszcze paraliżuje mnie bliskość.

Wciąż jeszcze moja Pieśń zastyga w gardle.
Wciąż jeszcze miewam wątpliwości, czy ja w ogóle mogę sobie wziąć trochę przestrzeni na mój śmiech, płacz i krzyk. Na moje słowa i myśli.
Wciąż jeszcze blokuję je w sobie z paraliżującego strachu, że znów przeżyję ból odrzucenia, którego kiedyś doświadczyłem.

Dalej nie jest mi łatwo, nie dać się uciszyć. Lub samemu nie uciszać się raz za razem. Nie dać się zgnieść myślom: czy to aby nie za dużo? Czy nie na zbyt wiele sobie pozwalam? Co inni pomyślą? A jeśli się mylę? A jeśli popełnię błąd? A jeśli wchodzę komuś w przestrzeń?

Coraz bardziej czuje z pełną jasnością jak życie wyrywa się z mojej piersi i chce dawać siebie światu. Chce tańczyć i śpiewać. Radować i kochać się, tworzyć, eksperymentować, doświadczać. Być.

Przeszedłem już długą i bolesną drogę, żeby odkryć siebie.

Kilka razy myślałem, że rozerwie mi serce z bólu i oszaleję ze strachu. Cały świat rozwalał mi się na kawałki i składałem go od nowa. Był tam też ogrom radości i zachwytu. I dużo bólu.
I dalej są we mnie tony strachu.

Prawie trzydzieści lat tłumienia siebie. Swoich uczuć, potrzeb, pragnień, marzeń. Prawie całe życie krytykowania, odrzucania, chowania siebie. Nazbierało się tego w ciele, w sercu, duszy. Wiele jest tam jeszcze łez do wypłakania, złości do wyrzucenia, strachu do wytrzęsienia i radości do odkrycia.

Dla mnie to heroiczna podróż. W której często padam bez sił i nadziei, że mi się uda.

Krok za krokiem. Idę, czołgam się, czasem biegnę, wręcz lecę, potem znów grzęznę, cofam się. Krok za krokiem.

Wszystko to po to, żeby prawdziwie być człowiekiem. Po prostu. Żeby bawić się, móc być blisko z ludźmi, pokazywać się bez masek, czuć bez poczucia winy. Żeby żyć pełnią, a nie na niby.
Piękna podróż. Najpiękniejsza ze wszystkich.

Dlaczego ją przechodzimy?

Od najmłodszych lat, od najwcześniejszego dzieciństwa w przytłaczającej większości z nas tłumiono przejawy życia. Ciosano nas według ram społecznych.

Cicho bądź!

Nie zachowuj się tak! Co sobie ludzie pomyślą?!

Nie smuć się. Weź się w garść!

Nie krzycz! Bo dostaniesz klapsa!

Masz być grzeczny!

Nie bój się. Bądź odważny.

Brzydko się zachowujesz, to nieładnie tak mówić.

Masz być miły dla starszych osób!

Cicho, nie dyskutuj ze mną.

Nie śpiewaj. Przecież nie umiesz.

Co ty za głupoty gadasz?

Jak można takich rzeczy nie wiedzieć?!

Dlaczego tak jest? Bo ja tak mówię.

Znowu to źle zrobiłeś. Ciągle źle!

Wielu z nas było bitych za to, że próbowaliśmy czegoś nowego. Za eksperymentowanie, sprawdzanie, co jest możliwe. Byliśmy bici nie wiedząc dlaczego. I myśleliśmy, że to, co robimy jest złe. Że my jesteśmy źli, bo wzbudzamy gniew i zmartwienie w naszych bogach, najukochańszych rodzicach, nie zachowując się tak, jak oni chcieli, żebyśmy się zachowywali.

Tak wielu z nas całe swoje dzieciństwo przeżyło w strachu. Większość z nas wciąż ma go upchanego w mięśniach i nie ma o nim pojęcia, choć ten strach kieruje naszym życiem.

Nauczono nas, że nasze

spontaniczne impulsy są złe i nie można im ufać,
uczucia są niepotrzebne i złe,
myśli są głupie i złe,
że popełnianie błędów jest złe,
że seksualność i nasze ciała są wstydliwe i złe.
Że nasze głosy i marzenia są dziecinne i nikomu niepotrzebne.

Nauczono nas być grzecznymi i niegroźnymi.

Nauczono nas chować naszą moc i być posłusznymi.
Nauczono nas, żeby unikać wszystkiego co jest nowe, nieznane i niebezpieczne,
Nauczono nas żebrać o miłość, akceptację i uwagę.
Nauczono nas, że bycie sobą jest w porządku, tylko dopóki trzymamy się jasno określonych ram. Dopóki nie wychylamy się za bardzo i nie próbujemy być naprawdę sobą w świecie.

I dalej niesiemy to w swoje dorosłe życie.

Tak wielu z nas panicznie się boi. Boi się zajrzeć, co jest poza tym. Co jest głębiej.Bo dzięki temu, że odwróciliśmy się od siebie, udało nam się przeżyć. Udało nam się przetrwać.

Pokolenie za pokoleniem uczymy swoich dzieci dokładnie tego, czego nas nauczono. Choć tak bardzo tego nie chcemy.

Tak naprawdę swoim dzieciom (i partnerom) nie dasz tego, co sam dostałeś (albo drugiej skrajności: jeśli zabierano tobie każdy przejaw wolności, to ze strachu nie dasz dziecku dyscypliny, a zamiast tego wolność bez ograniczeń, rozpuszczając je ponad miarę), tylko wtedy jeśli sam zajrzysz w swoje rany. Tylko stając się świadomy jak bardzo stare schematy i lęki wciąż rządzą twoim życiem. I dokonując świadomych, dojrzałych wyborów. Inaczej, mimo najlepszych chęci, intencji i całej miłości, one wciąż będą wybierać za ciebie ze sfery nieświadomej.

Gdy sami mamy coś zblokowane i nie jesteśmy tego świadomi, będziemy to blokować w innych. Dopóki nie jesteśmy świadomi jak bardzo blokujemy swoją ekspresję, swoje uczucia, swoją radość, smutek, gniew, strach, swoją seksualność, twórczość, dyscyplinę, swoje swobodne bycie w świecie i wszystko inne, cokolwiek by to nie było, będziemy to blokować w innych. A najbardziej w swoich bliskich.

Tak to działa.

(Drugim esktremum jest brak poszanowania i szacunku dla przestrzeni innych ludzi i robienie dokładnie tego, na co mam ochotę zawsze, niezależnie od czasu i warunków – to też znam. Jednak z doświadczenia wiem, że robimy tak wtedy, gdy nie umiemy znaleźć sobie swojej własnej przestrzeni wyrazu i nie mamy świadomości konsekwencji tego, co nasze działania powodują w świecie i innych ludziach.)

Od kilku lat stwarzam przestrzenie, w których ludzie płacą mi za to, żeby powoli rozpękały w nich skorupy tworzone przez całe życia tłumienia życia. Chyba nic nie sprawia mi więcej radości, gdy widzę jak powstają te pęknięcia, zza których wyłaniają się żywi ludzie.

I czuję ogromnie dużo strachu, złości i smutku, że to wciąż kropla w oceanie ludzi, którzy nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo ich skrzywdzono. Którzy nie robią nic, żeby odsłonić swoje rany i zacząć proces gojenia. Którzy w przytłaczającej większości stwarzają ten chory konstrukt, który nazywamy naszym społeczeństwem. I to społeczeństwo w przeważającej części dalej rani siebie, krzywdzi i niszczy w sobie wszystko, co jest prawdziwe, piękne i żywe.

Wiem, że głęboko w Tobie jest piękne i cudowne dziecko, które bardzo mocno czuje te słowa.

Które chce żyć i oddychać pełnią piersią. Swobodnie odkrywać, czuć, uczyć się i popełniać błędy. Doświadczać całym sobą. Być wolnym. Bawić się i głęboko cieszyć się życiem. Kochać i być kochanym. Wiem, że ONO tam jest. Nawet jeśli myślisz, że umarło.Kłaniam mu się i pozdrawiam je z miłością.

EKSPERYMENT:

Dziś, jutro pozwól sobie na choć jedną rzecz, której nie pozwalano Ci w dzieciństwie i na którą Ty sobie nie pozwalałeś/aś w ciągu swojego życia.

Pozwól sobie być głośny i niegrzeczny. Pozwól sobie krzyczeć. Pozwól sobie powiedzieć dokładnie to, co masz do powiedzenia, nawet jeśli to nie będzie miłe.

Albo odwrotnie: jeśli byłeś zawsze zbuntowany, zrób coś miłego dla siebie, lub innych.
Pozwól sobie bawić się jak dziecko. Robić głupie rzeczy. Nawet jeśli ludzie pomyślą, że jesteś szalony.Pozwól sobie być dla siebie szczodry, hojny i życzliwy.

Znajdź jedną rzecz, która jest naprawdę dla ciebie trudna i której szczerze boisz się (jeśli nie boisz się tego zrobić, to znaczy, że to nie to).

Wybierz jedną rzecz. Zrób to.
Pozwól sobie czuć. I pozwól innym czuć, to co będą czuli w reakcji na twoje czucie.

Bój się i odważ się być sobą.

Powodzenia!

I wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka 🙂


0 komentarzy do “Dzień Dziecka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane wpisy

Relacje

Granice osobiste w relacjach cz. 2

Wiele rzeczy można robić, żeby schować się przed sobą. Bardzo łatwo zrobić to za wyobrażeniem o sobie jako człowieku dobrym, przyzwoitym, oświeconym. Albo za biedną, bezradną ofiarą. I co tam jeszcze chcesz: nowoczesnym, poprawnym politycznie, Read more...

Relacje

Granice osobiste w relacjach cz. 1

Ogromna większość ludzi wychowuje się w świecie, w którym od dzieciństwa nieustannie przekracza się, łamie i gwałci granice. Mówiąc nam, co mamy robić. Jak żyć. Co jest dobre, a co złe. Wmawiając nam, jakie myślenie Read more...

Relacje

Czy łatwo jest być blisko?

Czy łatwo jest być blisko? Niedawno rozmawiałem z moim przyjacielem. Takim jeszcze z czasów dziecięcych. Powiedziałem mu coś, co jest we mnie bardzo żywe od wielu lat. Powiedziałem, że boli mnie, że nie jestem z Read more...