Chcę się z Tobą podzielić czymś bardzo dla mnie ważnym.

Znów kolejne iluzje opadły martwe.
Inne poluźniły ciasne uchwyty.

Czuję. Dziś. Może przez chwilę, może przez kilka dni. Z tego miejsca, w którym teraz jestem dużo wyraźniej widzę kolejne klatki więzienia, w których siedzę osłaniając się przed życiem.
Różnego materiału i twardości konstrukcje mojego umysłu. Tworzę je, żeby obronić siebie przed niewiadomym.
Umysł, który zrobi wszystko, dosłownie wszystko, żeby nie mogło nastąpić nic, czego nie jest w stanie przewidzieć.
Po raz kolejny widzę jak nieświadomie wkładałem większość moich starań i energii w to, żeby wyeliminować czynniki mogące powodować moje czucie strachu. Jak żyłem i po części wciąż żyję powodowany strachem.
Że zobaczę w sobie coś, czego nie chcę widzieć. Że ktoś zobaczy we mnie coś, czego nie chcę pokazywać. Że nie będę miał tyle pieniędzy, ile bym chciał. Że nie uda mi się ogarnąć wszystkiego, co chcę ogarnąć. Nie osiągnę tego, co chcę osiągnąć. Że jak już będę miał dzieci, to nie będę miał pieniędzy i warunków, żeby zapewnić im godne życie i rozwój. Że nie będę taki, jaki chciałbym żebym był. Że to i tamto.
Boję się, co inni powiedzą. Boję się, że mnie odrzucą. Boję się samotności. Boję się czuć.
Boję się, że ludzie zabiją planetę i siebie. Boję się, że moi bliscy będą cierpieć.
Boję się, że mnie wyśmieją, skrytykują, gdy pokażę i powiem, co jest we mnie naprawdę.
Że mnie będą torturować i spalą na stosie, jeśli będę w pełni sobą.

Boję się bardzo długiej listy rzeczy, które nie istnieją.
I większość swojej energii kieruję w zapobieganie czemuś, co jest martwe, co istnieje tylko jako możliwość. Czego nie ma i nie wiadomo, czy w ogóle będzie.

A tak naprawdę nie wiem, co będzie. Nie wiem. I to przeraża mój umysł, bo on umiera w niewiedzeniu.
Tworzę całe skomplikowane i misterne struktury i konstrukty, żeby zapobiec błędom. Żeby zapobiec temu, czego się boję.

Mam tysiące powodów i wytłumaczeń, żeby nie czuć. Żeby nie być w tej chwili.
Wtedy cała energia idzie w głowę i jej konstrukty.
W podtrzymywanie przy życiu czegoś, co samo w sobie jest martwe i sprawia wrażenie żywego tylko dzięki żywym organizmom, które je tworzą i żywej energii, która jest w to wkładana. Tak są tworzone związki, organizacje, państwa, wszelkie struktury i koncepcje tworzone przez człowieka. Nawet jeśli istnieją i funkcjonują w świecie, same w sobie nie są żywe.
Koncept nie może być żywy, nawet jeśli realnie manifestuje się w materii.
Konstrukty nie są złe. Mogą służyć lub niszczyć. Same w sobie są narzędziem. Z tego miejsca widzę je jako martwe narzędzie.

To namiastka życia. Życie jest w nas i w świecie wokół.
To ogromna rzeka, oceany energii, którą możemy kierować i zasilać, co chcemy. Cokolwiek wybierzemy.
Jakąkolwiek kreację, działanie, relacje, bycie. Lub swobodny przepływ życia i dusz.

Nasza cywilizacja to zatamowanie niemal całego oceanu, który w nas żyje. To wykorzystanie kilku strumyków i kałuż po to, żeby móc podtrzymać martwy system, który zniewala ludzi.

Kto to robi?
My.

Ja. Ty. Prawie wszyscy wokół. My to robimy. Zasilając schematy, w które rządzą naszą codziennością odcinając nas od pełni człowieczeństwa.
Nasze nieświadome rany i głód miłości, akceptacji, docenienia i klepania po plecach są wodą na młyn tego systemu. Są budulcem krat naszego więzienia, w którym siedzimy udając, że wszystko w porządku. Gdy tak naprawdę żyjemy napędzani nieświadomym strachem robiąc wszystko byle nie czuć bólu.
One są źródłem ran, które zadajemy sobie i najbliższym. One są źródłem walki o dominację, mordów, gwałtów, niszczenia wszystkiego co nie przynosi zysków, co jest inne. Co jest żywe i nieskrępowane. Na poziomie związków, rodziny, szkoły, wioski, państw, religii i tak dalej.
Nasze rany. Które zagojone lub nie, ma każdy.

My to robimy. Bo cała energia, która mogłaby być kierowana w czucie i życie w nas, w swodobną ekspresję i w bycie sobą w pełni zużywana jest po to, żeby nie czuć.

Zamiast czuć identyfikujemy się ze schematami, które odgradzają nas od siebie. Myślimy, że jesteśmy swoimi opiniami, światopoglądem. Myślimy, że jesteśmy swoimi myślami i tymi wszystkimi konstruktami, które ktoś w nas włożył lub sami sobie stworzyliśmy, żeby przetrwać pośród horroru jaki dostajemy na start życia od naszej cywilizacji.
I bronimy tych schematów jakbyśmy bronili siebie. Bo myślimy, że jesteśmy nimi. I jesteśmy w stanie za nie zabić.
Bronimy swojej miałkości, głupoty, nieświadomości, przemocy, agresji, swojego zamknięcia jakby to były największe skarby na tej ziemi.
Bronimy schematów, które żerują na nas, naszych bliskich i wszystkim wokół.
Blokujemy, niszczymy wszystko co sami mamy w sobie zblokowane. A w naszej kulturze zblokowane jest niemal wszystko, co żywe i nieprzewidywalne: uczucia (radość, smutek, gniew, strach), seksualność i wszystko co z nich wynika.
Dopuszczamy i wzmacniamy, jedynie to, co mamy znane i oswojone w sobie. Niezależnie od tego, czy jesteś lewicowcem, prawicowcem, katolikiem, new agowcem, Polakiem, aborygenem, czy też kimś bez etykietek – będziesz niszczył w innych wszystko, co sam masz wyparte w sobie i czego nieświadomie się boisz.

Jako cywilizacja jesteśmy tak poblokowani na to, co żywe, że niemal wcale nie mamy kontaktu z tą częścią siebie, która w swej głębi jest połączona ze źródłem wszelkiego życia. Jak ślepcy idziemy prowadzeni przez jeszcze większych ślepców i polegamy na martwych strukturach i konceptach, często tworzonych tysiące lat temu przez ludzi na dość podejrzanym poziomie świadomości.

Myślałem, że w dużej części swojego życia nie gram już według narzuconych zasad. Ale to nieprawda. Okazało się, że im bardziej rośnie moja moc, tym bardziej szukam większego ojca.
Wciąż oddaję swoje życie konceptom, książkom, guru i mądrym ludziom, którzy tym tylko różnią się ode mnie, że zaufali pieśni ptaka, który śpiewał w ich sercach i za nią podążyli.

A ja wciąż tak bardzo się tego boję. Iść za tą pieśnią.
Bo ona prowadzi tam, gdzie nikt nie powie mi jak żyć, bo jeszcze nikogo tam nie było. Tam nie ma twardego gruntu pod nagami. Niczego, za co można by się złapać. Nic, o co można by się oprzeć.
Nie ma tam ani jednego martwego, kanciastego i metalicznego konstruktu, schematu, konceptu czy struktury.
Tam jest tylko życie. Pachnące, mieniące się wszystkimi kolorami, tętniące, zmienne, surowe, seksowne, bolesne i zachwycające, miękkie i ciepłe, nieprzewidywalne i dzikie. Życie.

Dosłownie. I wszystko mniej niż to, jest kłamstwem.
Którym często siebie oszukuję, żeby wyczyścić sumienie, że przecież coś robię, żeby żyć pełnią. A tak często ślizgam się po powierzchni.
I gdy zdaję sobie z tego sprawę czuję głęboki smutek. Serca, które woła za wolnością.

Życie tam to, życie w niewiadomej.
Jeszcze nie mam odwagi, żeby tam skoczyć cały. Póki co jedną nogą powoli badam grunt w nowym, drugą na wszelki wypadek wciąż trzymam w starym.

I można za tą pieśnią iść tylko TERAZ. I tylko teraz podejmować znów i znów od nowa wybór:
konstrukt
czy życie.

A Ty po której stronie jesteś na tej mapie?


0 komentarzy do “W Nieznane”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane wpisy

Teksty Inspiracje

Być nikim

– Najbardziej boję się być nikim. – mówi po francusku Christian. Kamera skierowana jest na jego twarz. Młodą, ciemną, przystojną. I wyraz jaki ma na twarzy i spojrzenie stemplują fakt, że Christian właśnie dotyka najgłębszych, Read more...

Teksty Inspiracje

Karmienie duszy

O słuchaniu siebie. O spełnianiu swoich potrzeb. O karmieniu duszy. Pospinało mnie ostatnio. I to ostro. Ciało na zmianę zesztywniałe i ospałe. Głowa wali z niewielkimi ustankami potokiem farmazonów, planów, wszelkich scenariuszy. Przede wszystkim tych Read more...

Teksty Inspiracje

Medytacja przy zmywaku

Stoję przy zlewie. Myję naczynia. Z kranu leci woda. W głowie potok myśli. Jak to zwykle u mnie w takich sytuacjach, myślę o tym i o tamtym: co u Mariana, gdzie na obiad, po co Read more...