fot. Justa Bronowska

„Błogosławieni, którzy tańczą w deszczu,
Albowiem on obmyje ich z rutyny”

Ewa Wolf

Minęło 11 lat od kiedy te dwa wersy mam wytatuowane na plecach.
Dwa wersy. Mają wspaniałą historię. Ku mojemu zaskoczeniu wciąż ją odkrywam i nie wiem, gdzie się zaczyna i czy się kiedyś skończy.

Chcę Ci opowiedzieć moją historię tych dwóch wersów.

Do niedawna myślałem, że wszystko zaczęło 13 lat temu (chyba, bo nikt już nie pamięta, kiedy to dokładnie było). Mój brat Piotrek Włóczykij pojechał wtedy na Slot Art Festival obok Wrocławia.
Przywiózł z niego ulotkę, na niej hasło festiwalu: właśnie te dwa wersy. Na ulotce nie było autora wiersza. Dał ją mojemu drugiemu bratu, Konradowi, który nosił wersy w portfelu.
Minęły dwa lata. Siedzieliśmy we trzech, na starej kanapie na strychu naszego bloku w małej popegeerowskiej wsi na Mazurach. Siedzieliśmy ujarani ziołem.
Byłem w klasie maturalnej. Chciałem zrobić sobie tatuaż. Oprócz tribala na pół pleców chciałem, żeby był tam napis. Coś ważnego. Coś z sensem.
Konrad wyciągnął ulotkę, Piotrek opowiedział historię. Tak! Brzmiało jak coś, co chcę mieć na plecach. Dodatkowo ważny był dla mnie aspekt braterskiego połączenia.
Pierwszą wersję tatuażu zrobiła Dana En (<3). Zarobiłem na niego pracując w zakładach graficznych.

Minęło 10 lat życia. Wydarzyły się tomy książek ciekawego życia. Ludzie pojawiali się i znikali. Światy powstawały i ginęły w kurzu. Każdy dzień to inna przygoda, oddzielna opowieść.
Między czasie mój brat Piotrek, został znanym tatuatorem i przerobił obciachowy tribal na kozacki tatuaż. Napis został. Niedługo potem zamieszkałem we Wrocławiu.
Przez lata te dwa wersy nabierały i traciły znaczenia. Czasem na wiele miesięcy zapominałem o nich zupełnie, czasem nadawały niespodziewanej magii wydarzeniom z życia.
Kiedy z moją pierwszą miłością tańczyłem pod starą drewnianą chatą ubrany w skradzioną sukienkę.
Kiedy po wielu latach na nowo odkrywałem swoją miłość do tańca poprzez 5 rytmów.
Kiedy przypominałem sobie, że mam te dwa wersy na plecach i razem z nimi przypominałem sobie o magii życia.
Kiedy znów i znów od nowa zamieniałem napięty marsz wojownika w taneczny krok zachwytu nad życiem.

W czerwcu tego roku, niemal dokładnie po 11 latach (tatuaż zrobiłem w maju), w dzień ślubu mojego brata, Piotrka, świadkowa żony mojego brata, Ewa, spytała, co mam napisane na plecach.

Piotrek poznał Ewę, kiedy razem z rodziną sprowadzili się do Bielska Białej. Razem z rodziną pomagał budować jej dom. Zaprzyjaźnili się na tyle, że kilka lat później Ewa została świadkową żony mojego brata. W ich i naszej znajomości też powstało wiele pięknych historii i opowieści.

I w dzień ślubu mojego brata, Ewa zapytała mnie, co mam wytatuowane na plecach. Pokazałem jej.

A ona powiedziała, że to fragment wiersza jej autorstwa.

Ewa 13 lat temu (chyba, bo już nikt nie pamięta,kiedy to dokładnie było), studiowała we Wrocławiu.
Razem z przyjaciółką zorganizowały wieczorek poetycki. Był na nim wykładowca teologii (którą Ewa studiowała), Andrzej Horyza, jeden z założycieli Slot Art Festivalu. Tak bardzo mu się spodobał fragment jej wiersza, że poprosił Ewę, czy może użyć go jako hasło festiwalu.

I tak z ust do ust, rąk do rąk, słowa z jej duszy trafiły na moje plecy.
Nieźle, co?
Też się zdziwiłem 🙂

Dla mnie to historia wielowątkowa. Nie tylko o zachwycającej złożoności i magiczności świata i o tym jak bardzo jesteśmy połączeni ze sobą.
Też o tym, jak bardzo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, gdzie zawędrują nasze słowa, nasze dzieła i kreacja.
Słowa pisane ciepłą nocą w starym mieszkaniu w kamienicy w rytm kropel deszczu bębniących o drewnianą framugę okna. Słowa zrodzone z tęsknoty duszy i czystego uczucia i spisane na pomiętej kartce klikającym czarnym długopisem młodej studentki.
Te słowa stały się hasłem słynnego dziś festiwalu. Wybrzmiewały w wielu ustach, stały się ważną częścią moich pleców i życia. Wreszcie są dziś powodem napisania tego tekstu, który być może zainspiruje ciebie. Do czego?

Efekt motyla naprawdę istnieje. Nigdy nie wiesz, co twoje słowa, działania, lub ich brak spowodują. Co stworzy Twoje bycie sobą i manifestacja tego bycia w świecie. Jakiś warsztat, który poprowadzisz, film, który nakręcisz, obraz, który namalujesz, projekt, który podejmiesz. może będzie jednym z czynników, które będą przełomowym momentem w czyimś życiu. Może będą przełomowym momentem w życiu kogoś, kto będzie miał ogromny wpływ na życie wielu ludzi.

Konsekwencje mogą być różne. „Cierpienia Młodego Wertera” Goethego omawialiśmy w polskim liceum w XXI wieku, a zaraz po wydaniu książki kilkuset młodych romantyków w Niemczech popełniło samobójstwa.
Z drugiej strony anglikański pastor, William Powell, prawie czterdzieści lat temu jako młody zbuntowany człowiek wykradł tajne materiały armii (głównie o konstruowaniu domowej roboty bomb) i napisał na ich podstawie „Książkę Kucharską Anarchisty”, z której do dziś korzystają różnej maści terroryści i neonaziści przy przygotowaniach do zamachów.

Różnie może być. Więc bojąc się popełnić błąd możesz czekać.
Możesz się zastanawiać jeszcze dzień. Dwa tygodnie. Trzy lata. Albo całą wieczność.
Czy to ma sens? Czy ja mam prawo? Czy to w ogóle się komuś przyda? Czy ja mogę? Czy jestem już gotowy? A może jednak muszę skończyć dwa uniwersytety i dostać dziesięć klepanek po plecach od autorytetów.

Albo możesz po prostu zacząć.
Bo to
Może uratuje komuś życie.
Może zainspiruje do życia pełnią życia.
Może naprawi relację bliskich sobie osób.
Może pomoże wychować człowieka, który zmieni obraz tego świata.
Może da komuś chwilę czystej radości i zachwytu nad życiem.

Nie musisz być znany. Nie musisz być lubiany. Nie musisz być piękny ani bogaty. Ani stary i doświadczony. Ani mądry i oczytany.

Napisz tekst.
Zrób warsztat.
Złap życie w kadr lub płótno.
Zacznij projekt.
Zatańcz, zagraj, zaśpiewaj.
Pokaż, wyraź siebie. To twój czas.

Dzięki tej historii poznałem resztę wiersza Ewy:

„Błogosławieni którzy ciągle marzą,
albowiem dostąpią spełnienia
i którzy pragną latać
albowiem już wkrótce otrzymają skrzydła
i ci którzy biegają po tęczy
albowiem ona jest pomostem miedzy nami a Nieskończonym
i ci którzy tańczą w deszczu
albowiem on obmyje ich z rutyny
i ci którzy słuchają serca
albowiem ono wystukuje prawdę
i ci którzy milczą
albowiem cisza opowie im bajkę o dobrej miłości
i ci którzy czekają
albowiem czas nauczy ich szacunku wobec każdej darowanej chwili
i ci którzy patrzą w gwiazdy
albowiem jedna właśnie dla nich przed upadkiem zaświeci najjaśniej
i ci którzy chodzą polnymi drogami
albowiem autostrady zabijają sumienie
i ci którzy Boga z dziecięcą ufnością trzymają za rękę
albowiem im nigdy nie wymknie się wiara tylnymi drzwiami serca”

Ewa Wolf

I jeszcze bardziej się jaram, że mam ten tatuaż na plecach.

Twórz.
Twórz z serca.
Twórz bezkompromisowo.
Bo nigdy nie wiesz i nikt nie wie, jak bardzo twoja twórczość zmieni życia ludzi i świata.
Nigdy nie wiesz, jak piękne historie z tego powstaną.

I nawet jeśli to tylko historia – to naprawdę piękna historia.

W kategorii: Wyrażanie siebie

0 komentarzy do “Błogosławieni, którzy tańczą w deszczu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane wpisy

Relacje

Dzień Dziecka

  „Chcesz uniknąć krytyki? Nic nie rób, nic nie mów, bądź nikim.” Arystoteles Z okazji Dnia Dziecka. Z tęsknoty za pełną ekspresją, ciekawością świata i eksperymentowania. Za głodem doświadczania i czucia mimo strachu. Za swobodnym Read more...

Wyrażanie siebie

Improwizacja czy technika

Zaczynam. Biorę do ręki harmonijkę Hohnera w tonacji bluesowej. Gram. Żadną konkretną melodię. Bo i też nie umiem żadnej zagrać. Od kiedy dwa lata temu wziąłem po raz pierwszy do ręki harmonijkę, niemal wyłącznie improwizuję. Read more...

Wyrażanie siebie

Taniec ze strachem

Tańczyłem na sali pełnej ludzi. Tańczyłem. I chyba pierwszy raz w życiu, przez większą część tego czasu po prostu robiłem to. Nie myślałem. Nie memłałem w głowie: czy ładnie wyglądam? Widzą, nie widzą? Czy nie Read more...