Ślęża.
Twarda i kamienista ścieżka pod górę.
Pomiędzy drzewami mgła. Coś odwiecznego w tym mrocznym spotkaniu lasu z niebem.
Zatrzymuję się i wsłuchuję w ciężki oddech. Czuję ciepły pot na plecach.

Patrzę w lewo. Drzewo. Wysokie, mocne. Wyrasta jakby z wielkiego ociosanego głazu o ostrych krawędziach. Życiodajna część korzeni sięga ziemi. Ale trzon, podstawa opiera się jak na płaskiej kolumnie głazu. Zawinięta wokół niego jak wielka ośmiornica.
Ależ to niesamowite. Jak to się stało? Ile lat to potężne drzewo wyrastało na tym kamieniu.
Kilkadziesiąt? Sto?
Ile tysięcy lat czekał kamień zanim drzewo oplatało go w uścisku miłości, żeby na jego plecach wspinać się do nieba?

Stoję oniemiały przed potęgą cierpliwości. Moc bezczasu tak namacalna. Tak dostojna. Zielona, pokryta mchem i wilgocią. Spokojna, milcząca. A przecież tak żywa. Nieporuszona przez wszystkie lęki, zawieruchy i obsesje świata.

Uśmiecham się do wszystkich swoich obsesji, lęków, zachłanności i niecierpliwości.
O! – pomyślałem – tak chcę!

Często tak mam, gdy jestem w lesie. Las stoi. Jest. Żyje, pulsuje, tętnieje. Bez fanfarów, bez wątpliwości. Bez desperackich starań, pośpiechu i oczekiwań. W niekończącym się cyklu rodzi życie i je zabija. Karmi i zjada. Zachwyca zielenią i budzi lęk czernią ziemi.
Las pachnie rozkoszą, krwią, miłością i rozkładem. Ciałem osadzonym w ziemi.

I drzewa. Potężna siła ugruntowana głęboko w mrocznej ziemi, przepełniona witalnością, dotykająca nieba swoimi odnogami, śpiewająca i tańcząca w koronie z wiatrem.
I skały. I góry. Nieporuszone, ciche, trwające na granicy światów. Bez zawahania zmierzają od początku do nieznanego końca.

To coś, czego potrzebuję. Tak.
Ale przecież nie tylko tego.

Czasem potrzebuję też drapieżnego ognia, który w przeciągu chwil spali wszystko, co wytrwale budowano przez eony. Zniszczy stare, wyśmieje trwałe. Spopieli znane, aby z popiołów stworzyć nową jakość. Czasem potrzebuję tej nagłej i brutalnej siły. Tej bezkompromisowości. I też światła transformacji, które wskazuje kierunek i opiekuje się mną na drodze.

Czasem delikatnej opieki wody, która odżywia ciało otaczając je pieszczotami. Jej sensualności, płynności i siły drzemiącej w uległości. Też głębin oceanu, gdzie nie ma nic prócz mroku. Świeżości, która spada w darze razem z kroplami górskiego wodospadu. I szaleństwa fal, które niszczą wszystko co im się opiera i nie płynie razem z nimi.

I wiatru, mojego starego przyjaciela. Który pędzi przez świat zapładniając go w idee i pomysły, ziarna mniej i bardziej niezwykłych myśli i wizji. Oddaje je wdzięcznie ziemi, aby ta urodziła nimi czyny. A on pędzi dalej nie zatrzymując się ani chwili. Dalej wchodzić, penetrować każdy zakątek pomiędzy niebem a ziemią. Tańcząc z koronami drzew, polnymi kwiatami i śniegiem na szczytach gór. Śpiewając z leśnymi ptakami i szczelinami ludzkich okien. Wyjąc pieśni radości, smutku, furii i strachu poprzez niebiańskie szlaki.

Jakie to niezwykłe, że to wszystko jest we mnie i Tobie.
Że możemy przejrzeć się w świecie, a świat w nas. Każda jakość. Każdy element.
Każde uczucie i jego historia, zaklęte w naszych ciałach, umysłach i duszach.

Spojrzałem na drzewo rosnące razem z głazem. Zachwyciłem się.
I poszedłem dalej.


0 komentarzy do “Mądrość Ziemi”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane wpisy

Moja twórczość

Mural

Jadę rowerem przez miasto. Jadę, pedałuję. Słońce świeci. Jesień już. Spieszę się na warsztat. Myślę, kminię. Stresy jakieś. Tyle działań, tyle rzeczy. Tyle planów, tyle marzeń. Tyle ważnego wszystkiego. Tak dużo wszystkiego. Że nie zauważam. Read more...

Teksty Inspiracje

Ramki

Deszcz jesienny za oknem wali o szybę. Ulica jak hałasowała, tak hałasuje, a ja tak sobie myślę, że jednym z największych nieporozumień naszej cywilizacji jest coś, co leży u jej podstaw. Czyli przekonanie, że świat Read more...

Teksty Inspiracje

Cud czy nie cud?

Tak łatwo zapomnieć jak cudowny jest ten gofr, co go właśnie zjadłem. Jak bardzo cudowna woda, co ją właśnie piję. Cudowne ręce, dłonie, palce, klawiatura i komputer, na którym piszę te słowa. I ten śmierdzący Read more...