„Wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono.”
Wisława Szymborska

Jesteśmy ludźmi. Ludzie opowiadają różne historie.
O sobie. O ludziach. O świecie.
Bajki, opowieści.
Tylko, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że to są historie, a nie prawda.

Robocza definicja historii na użytek tego tekstu: wszystko co nie jest tą chwilą, jest historią. Każda interpretacja, nadane znaczenie, ocena, założenie, czy oczekiwanie jest historią.
Historia może być ładna, brzydka, prawdopodobna lub nie, mądra, głupia, tania, kosztowna, ratująca życie albo wpędzająca w samobójstwo.
Może być wszystkim. Ale nie może być prawdziwa, dopóki jest historią.

Na przykład historie jakie opowiadamy sobie o sobie.

Myślimy, że jesteśmy jacyś. Że siebie znamy.
Mam historie o sobie: jestem ładny (brzydki), inteligentny albo głupi, niewystarczający, szczupły, gruby, mam o sobie historię, że wiem to i to, zrobiłem to i tamto, nadaję się do tego i tego, bo przecież, sam wiesz.

Tak naprawdę nie mamy pojęcia do czego jesteśmy zdolni. Moje życie to ciągłe pasmo: nie spodziewałem się. W pozytywnym i negatywnym sensie.
Poza tym zmieniamy się z każdym doświadczeniem. Po każdym doświadczeniu, które dotyka całej mojej istoty już nie jestem tym samym człowiekiem. Może i podobnym, ale nie tym samym.

Gdy na początku patrzę na ludzi, którzy przychodzą do nas na warsztaty z wyrażania gniewu, jestem przekonany, że nawet nie mają pojęcia, ile mają w sobie mocy. Że za chwilę siłą swojej złości w ciele i głosie będą przestawiać ludzi po sali. Po takim warsztacie już nie jesteś tą samą osobą. Zasięg twoich działań się zwiększa. Po każdym ważnym doświadczeniu twoja istota się rozrasta. Trochę jakbyś wychodził z kokonu. Już nie możesz tam wrócić. Ale nigdy nie wiesz czym będziesz, ani co jest dalej.

Przed wykonywaniem ćwiczenia na rozpoznawanie potrzeb ludzie często nie mają pojęcia, jakie potrzeby są dla nich najważniejsze w danej chwili.

Gdy jako nastolatek miałem trudność, żeby kupić bilet w autobusie (tak bardzo się jąkałem), nie myślałem o tym, że będę prowadził warsztaty z komunikacji i sesje indywidualne z ludźmi.

Do niedawna mogłem tylko przypuszczać, czy jestem w stanie wymienić spłuczkę w toalecie. A tu proszę bardzo!

Moim zdaniem to jedna z większych ściem jakie można mieć na swój temat i innych osób. To, że siebie znamy.

Poznanie zabija bliskość i intymność.
Zabija ciekawość.
W związkach.
Gdy myślimy, że znamy osobę, z którą jesteśmy, przestajemy być z kimś żywym, kto ciągle zmienia się doświadczając życia i sam siebie odkrywa, a zaczynamy być ze swoim obrazem tej osoby. Nie sprawdzam więc całej plejady możliwych sposobów spędzania czasu razem. Bo mam wyobrażenia, co się uda, co nie, co mogę zrobić, co wypada, a co nie wypada i tak dalej.
W relacjach.
Historie jakie opowiadam sobie na temat innych ludzi jak zasłona dymna oddzielają mnie od bliskości i otwartego bycia z innymi.

Ale i w życiu. Gdy myślę, że znam świat, nie eksploruję go. Bo po co? Przecież go znam.
Gdy myślę, że znam siebie, nie sprawdzam do czego jestem zdolny.

Tworzymy całe zamki i fortece ze swoich przekonań, wyobrażeń i ciągów myślowych i w obronie przed niewiadomym, zamykamy się w nich jak w ciasnych celach. Zamykając się też na to, co jest możliwe.
Bo to, jak wygląda twoje życie teraz, twój związek, twoja praca, twoje relacje, twoje życie. To jedna z możliwości. Konsekwencja twoich wyborów i działań. Te z kolei są wynikiem historii, jakie sam sobie opowiadasz o sobie. Nie są lepsze albo gorsze.
Ale to tylko jedna z możliwości. Spoko sobie zdawać z tego sprawę.

Nieustannie zaskakuje mnie to u siebie i u ludzi wokół. Najlepiej to widać na sesjach indywidualnych i warsztatach.
Jak bardzo zamykamy siebie na swoją moc i potencjał. I tak naprawdę jak wiele energii zużywamy , żeby nieświadomie bronić tych pudełek i jak w fabryce wytwarzać powody, racjonalizacje i wytłumaczenia.
Cała ta energia, która mogłaby iść na ekspansję życiową, najczęściej idzie na rzucanie sobie kłód pod nogi i utrzymywanie statusu quo.

– Od 15 lat w pracy, której nienawidzę.
– Dlaczego tam jesteś?
Na płytkim poziomie: bo nie mam wykształcenia, nic innego nie umiem, bo teraz taka sytuacja na rynku, nie mam mieszkania, jestem za głupi itp. Na głębokim: jestem przekonany, że nie jestem godny, żeby móc robić to, co chcę.

– Od 5 lat w związku, który jest pasmem dramatów i frustracji.
– Dlaczego?
Bo nie zasługuję, żeby być w szczęśliwym związku. Albo taka jest miłość właśnie. Albo inna historia.

Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tych historii (czasem tak bardzo są wygodne), że nie próbujemy niczego innego.

Fascynujące jest to, że w tej chwili, w tym momencie, tych historii nie ma nigdzie poza naszą głową.
Teraz jest teraz.
Jest mój tyłek. Nogi, stopy. Oddycham. Klepię w klawiaturę. Pokój, kadzidełko. Deszcz za oknem. Podnosząca się klatka piersiowa. Ekscytacja.
Nie ma „jestem niewystarczający”, nie ma tych wszystkich ludzi, co mnie oceniają, nie ma żołnierzy wywołujących wojnę światową, nie ma bankierów przygotowujących kolejny krach. Nie ma małego Marcinka, ani moich rodziców. Nie ma nigdy niespełnionych potrzeb. To już było.
Teraz jest teraz.
Teraz jest mój moment mocy.
Kiedy mogę stwarzać i niszczyć światy, albo zaparzyć kolejny kubek herbaty.
Albo nauczyć się umiejętności potrzebnych do jednego i drugiego.

Dostęp do możliwości jest możliwy tylko w tej chwili. Tylko teraz. I teraz. I teraz.

Tylko teraz mogę zrobić coś zupełnie innego niż robiłem przez całe swoje życie.

Tylko teraz mogę coś stworzyć, podjąć decyzję, postawić granicę, poprosić, wykonać działanie. Zrobić pierwszy krok, który za rok okaże się sumą kroków, dzięki którym wszedłem na swoją górę.
Tylko teraz mogę wziąć odpowiedzialność za ten moment.

A potem odkrywasz, że znów jest teraz. Po nim następne teraz. I znów teraz.

Każde teraz jest momentem nowej decyzji. Każde teraz jest momentem niemal nieograniczonej liczby możliwości.

Każda prawdziwa zmiana jest efektem długotrwałej i zdyscyplinowanej praktyki. Ale też każda zmiana zaczyna się od pierwszego kroku.

Historie mogą być bardzo przydatne. I tak naprawdę to chyba nie da się bez nich żyć. A przynajmniej byłoby bardzo nudno.
Historie można tworzyć świadomie lub nieświadomie. W obu przypadkach ma to swoje konsekwencje.

To też jest historia.
Pytanie: która historia daje Ci więcej mocy?

Inspiracje: Possibility Management, Vipassana, moi klienci, życie.

W kategorii: Teksty Inspiracje

0 komentarzy do “Wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane wpisy

Teksty Inspiracje

Koan

Życie to koan. A przynajmniej można tak zdecydować. Koan to jedna z metod nauczania w buddyjskiej tradycji zen. Zwykle jest paradoksalne pytanie lub opowieść. Koan wybija umysł ze skrępowania. Nie może on zostać rozwiązany przez Read more...

Teksty Inspiracje

Mistrzostwa Świata w emocjach

fot. Mpho Mojapelo Dobry mecz to emocjonujący mecz. A życie to czucie. Od Homera, przez greckie amfiteatry, rzymskie trybuny, średniowieczne pojedynki, przez sztukę, spektakle, książki, filmy, współczesne sporty, aż po brukowce, politykę, milionowo-odcinkowe telenowele i Read more...

Teksty Inspiracje

W Nieznane

  Chcę się z Tobą podzielić czymś bardzo dla mnie ważnym. Znów kolejne iluzje opadły martwe. Inne poluźniły ciasne uchwyty. Czuję. Dziś. Może przez chwilę, może przez kilka dni. Z tego miejsca, w którym teraz Read more...