fot. Alex Holyoake/Unsplash

Doświadczyłaś kiedyś w życiu, że mówiłaś coś bardzo ważnego i bez różnicy w w jaki sposób to wyrażałaś (prosto, jasno, klarownie, zawile, ordynarnie, czy wedle zasad dobrej komunikacji) miałaś poczucie, że trafiasz na ścianę (nawet mimo dobrych chęci drugiej strony)?

Albo odwrotnie: czy doświadczyłeś sytuacji, w której miałeś wrażenie, że ktoś mówi ci wciąż o tym samym? Te same narzekania, pretensje do ciebie i świata? A ty miałeś tego serdecznie dość? Dlaczego ta osoba nie może tego puścić? Zacząć żyć? Dlaczego cały czas gada o tym samym?

Najprawdopodobniej działo się tak, bo albo ty nie dokończyłaś komunikacji, albo ktoś nie dokończył komunikacji tobie.

SŁUCHANIE ROZWIĄZUJE PROBLEMY

Trzy dekady swojego życia obserwuję i doświadczam relacji międzyludzkich. W domu rodzinnym i sąsiadów. W szkole i na podwórku. W różnych pracach i branżach w wielu krajach. W związkach intymnych i dalszych. W polityce, życiu społecznym, szkolnictwie wszelkich szczebli, organizacjach pozarządowych i charytatywnych,w domach, związkach. Jako dziennikarz, trener komunikacji, coach. Pracując z parami, małżeństwami, organizacjami i klientami indywidualnymi.

I jeśli coś wiem na pewno to, że:

generalnie, gdy w grę wchodzą duże emocje, LUDZIE NIE SŁYSZĄ SIEBIE.

Słuchanie to wielka sztuka.

Słuchanie prawdziwe i głębokie. Ciałem, sercem, duszą i umysłem. A nie tylko umysłem.

Może dlatego tak trudno ludziom jest się porozumiewać ze sobą?

Uważam, że gdybyśmy umieli słuchać siebie naprawdę, połowa (albo więcej) problemów relacyjnych, organizacyjnych i w ogóle świata, automatycznie by zniknęła. Nie byłoby wojen i rozlewów krwi. Nie byłoby powodzi rozwodów i rozbitych rodzin. Nie byłoby burzliwie zerwanych przyjaźni i rozpadających się wspólnot.

Chcę się z Tobą podzielić bardzo prostymi narzędziami, które w ogromny sposób odmieniają moje życie zawodowe i osobiste wtedy, gdy ich używam.

To skarby, które jeśli je zastosujesz, mogą też odmienić Twoje życie.

SŁUCHANIE, KTÓRE ZNAMY

W kulturze w której się wychowaliśmy, rozmowy zwykle odbywają się pomiędzy dwoma intelektami. Głowa mówi z głową. Wymieniamy się myślami, konceptami, ideami. Zanim druga strona skończy mówić, my już mamy gotową odpowiedź i zwykle niecierpliwie czekamy aż będzie nasza kolej. Rozmowa się kończy, może nawet jest ekscytująco przez moment, ale my zostajemy z poczuciem niedosytu i pustki.

To dlatego, że tak rzadko słuchamy sercem i duszą. Gramy z drugą stroną w umysłowego ping-ponga, nie dając sobie czasu, żeby poczuć słowa i energię komunikatu. Żeby usłyszeć.

JAK JEST ZWYKLE

Krystian i Ela siedzą naprzeciw siebie w fotelach. Przyszli na sesję, bo trudno im się porozumieć. Zanim spróbują czegoś nowego, proszę, żeby porozmawiali bez mojej moderacji. Proponuję zacząć od sytuacji, która jest w nich najbardziej żywa.

Ela do Krystiana: – To ja zacznę. Mam wrażenie, że duża część z tego, co do mnie mówisz jest atakiem na mnie. Tak jak chciałbyś mi udowodnić, że, nie wiem, jestem jakaś gorsza, głupia. Sama nie wiem dlaczego to robisz…

Krystian jeszcze zanim Ela skończy: – Ale przecież to absurd jakiś! Wcale Cię nie atakuję! Wypowiadam tylko swoje zdanie, a ty wszystko odbierasz jakby to było wymierzone przeciw tobie. Owszem, mieliśmy taki czas, że to było złośliwe z mojej strony i dobrze wiesz dlaczego tak było, ale wyjaśniliśmy to. A mam wrażenie, że ty się tego uczepiłaś i teraz cokolwiek nie powiem, dla ciebie to jest atak. Najlepiej żebym nic nie mówił! Albo kłamał!

Ela: – I znowu to robisz! Obracasz kota ogonem tak, że wychodzi na to, że to moja wina! A ty jesteś święty, jak zwykle!

Krystian: – Jaki święty, kobieto?! O czym ty w ogóle mówisz?…

I tak dalej. Wszyscy to znamy w najróżniejszych wariantach. Wybuchy, zamrożenie, nie rozmawianie ze sobą, potem może gorące pojednanie i od nowa. W pracy, w domu, szkole, rodzinie, związkach bliższych i dalszych. Zawsze wtedy, gdy coś boli, uwiera, gdy trzeba wyjąc trupa z szafy. Znamy to aż do zarzygania.

Fot. Priscilla De Preez/Unsplash

MODEL KOMUNIKACJI

Model komunikacji, którego używam w życiu, zaczerpnąłem od Clintona Callahana, twórcy systemu psychologiczno-coachingowego o nazwie Possibility Management (Zarządzanie Możliwościami) i autora świetnej książki „Directing the Power of Conscious Feelings” (którą ogromnie polecam!).

Standardowy model komunikacji między ludźmi polega na tym, że jest

nadawca → który ma jakąś potrzebę/cel komunikacji, → który w jakiś sposób koduje np. poprzez słowa → Odbiorca odkodowuje ten komunikat na swój sposób → i to jest finalny „produkt komunikacji”.

Według Callahana to dopiero połowa procesu komunikacji. Jego model opiera się na zasadzie, że komunikacja trwa i powtarza się, dopóki nie zostanie przyjęta.

Zrozumienie tego i doświadczenie we własnym życiu było czymś, co zrewolucjonizowało moje postrzeganie komunikacji.

DOKOŃCZENIE KOMUNIKACJI

Przyjęcie i dokończenie komunikacji odbywa się poprzez powtórzenie tego, co usłyszeliśmy od rozmówcy. Dzięki temu nadawca może zweryfikować, czy jego oryginalna wiadomość została usłyszana. Jeśli tak się nie stało, nadawca może wysłać komunikat kolejny raz.

Bez tego powtórzenia istnieją jedynie domysły, czy druga strona usłyszała, czy też nie (a naprawdę zdziwilibyście się jak często słyszymy jedynie to, co chcemy słyszeć, a nie to, co zostało powiedziane), więc komunikacja nie jest zakończona.

WAŻNE: Komunikacja jest przyjęta i wysłuchana, jeśli osoba, która ją wysyła, tak uważa. Nie odwrotnie. Czyli nie wystarczy myśleć, że usłyszałeś. Żeby mieć PEWNOŚĆ, trzeba to POTWIERDZIĆ. Serio.

Komunikacja ma wiele poziomów. Przyjmując i dokańczając komunikację schodzimy poziom po poziomie coraz głębiej, z szansą, że dojdziemy dzięki temu do pierwotnej potrzeby, która jest źródłem tej komunikacji (ta potrzeba może być świadoma lub nie).

Tworzymy też w ten sposób przestrzeń dla dzielenia się i pokazania się naszym rozmówcom w sposób, który jest możliwy tylko, kiedy czujemy się bezpiecznie i wierzymy, że zostaniemy wysłuchani.

SPOSOBY DOKAŃCZANIA KOMUNIKACJI

Osobiście przećwiczyłem i stosuję 3 sposoby dokańczania komunikacji:

1. Klasyczna parafraza (w formie pytania lub stwierdzenia), która jest powtórzeniem tego, co usłyszeliśmy w swoich własnych słowach. Czyli zachowujemy sens, ale mniej lub bardziej zmieniamy komunikat. Rozpoczyna się od takich słów jak: Czy dobrze zrozumiałem, że ty… Z tego, co powiedziałaś rozumiem, że… A więc twierdzisz, że… itp.

Np. „Jeśli dobrze zrozumiałem, chcesz, żebym przestał wieczorami grać w gry komputerowe.”

2. Parafraza uczuć i potrzeb. W formie pytania. Zaczerpnięte z Porozumienia bez Przemocy Marshalla Rosenberga. Polega na tym, że niezależnie od tego, co mówi nadawca, my pytamy o jego uczucia i potrzeby, próbując je odgadnąć.

Np. „Boisz się, że on nie zapewni ci poczucia bezpieczeństwa?”

Świetne i potężne narzędzie, które może sprowadzić szybko rozmowę na głęboki poziom. Minus taki, że może być formą sugerowania lub narzucania odpowiedzi oraz zrobione bez wyczucia może być potraktowane jako inwazja w intymną przestrzeń rozmówcy.

Zachęcam do stosowania tej opcji raczej w rozmowie z osobami, które nie mają świadomości swoich uczuć, potrzeb i jeszcze nie rozwinęły umiejętności klarownego ich nazywania (albo umieją to robić, ale z jakichś powodów nie potrafią zrobić – choć chcą! – tego w danej sytuacji – wtedy zastosowanie tej parafrazy może być wybawieniem). Osobiście czuję gniew, gdy ludzie używają tej metody w rozmowach ze mną ( bo „wiem, co chcę powiedzieć, wystarczy, żebyś się zamknął i posłuchał, zamiast wymyślać swoje znaczenia i pokazywać jaki jesteś mądry i zajebiście komunikujący!”).

3. Completion Loop. Odzwierciedlenie. O nim będę pisać tu najwięcej. To podstawowe narzędzie komunikacji w Zarządzaniu Możliwościami. Obecnie stosuję je najczęściej w mojej pracy i życiu. Polega na jak najdokładniejszym powtórzeniu kluczowych słów w wypowiedzi rozmówcy. Nie pytam, nie parafrazuję. Powtarzam.

Np. nadawca: „mam dość pisania tych głupich artykułów!”, odbiorca: „masz dość pisania tych głupich artykułów”.

Najczęściej wtedy nadawca mówi: „Tak!” i schodzi na głębszy poziom komunikacji. Trochę jak z obieraniem cebuli. Każdy komunikat (warstwa cebuli) jest kończony powtórzeniem i jeśli faktycznie o to chodziło nadawcy słowem „Tak!” z jego strony i tak warstwa po warstwie nadawca sam dochodzi do swojej głównej potrzeby.

Minus tej metody to ogromne opory na początku (strachu przed mechanicznością i ośmieszeniem się) oraz to, że zanim gdzieś dojdziemy to może trochę potrwać. Prawie wszyscy stosując to na początku (łącznie ze mną!) mają poczucie sztuczności.

Plus taki, że ten rodzaj kończenia komunikacji nie narzuca, nie sugeruje, daje nadawcy przestrzeń. Pozwala odsłaniać się kolejnym, głębszym poziomom komunikacji.

Dla mnie jest to rodzaj zwerbalizowanej akceptacji z drugiej strony: „aha, tak masz. Słyszę Cię.” Bez oceny osądzania. Szukania głębszego dna, analizowania, komentowania, dopytywania. Zwykłe „słyszę cię”. Wtedy czuję się wysłuchany.

Technicznie proste. W życiu wcale nie takie proste.

WOLNIEJ NIŻ UMYSŁ

Na jednym z treningów u Clintona usłyszałem, że żeby słowa mogły wylądować w naszym ciele i emocjach potrzeba ok 5 sekund. Sprawdziłem i rzeczywiście tak jest (przynajmniej w moim przypadku i często w przypadku ludzi, z którymi pracuję). 5 sekund zanim cokolwiek odpowiem. 5 sekund oddycham, jestem, czuję, jestem otwarty, chcę usłyszeć. Reszta dzieje się sama.

Ciało, emocje, energia, działają dużo wolniej niż intelekt.

A to właśnie tam zadziewa się komunikacja, która karmi nas na głębokim poziomie. Tam dzieje się wszystko, co ma głęboki wpływ na nasze relacje, zarówno w pozytywnym jak i negatywnym aspekcie. Bardzo często o tym zapominamy (a wręcz w najbardziej znanych systemach komunikacji na Zachodzie takie rozróżnienia nie istnieją – przynajmniej ja takich nie znam) ograniczając komunikację do rozumienia i intelektu.

fot. Ryan Holloway/ Unsplash

JAK MOŻNA INACZEJ

(ten model rozmowy zawiera też inne umiejętności komunikacyjne takie jak m.in.: czucie swojego gniewu, smutku, strachu i radości, nazywanie tych uczuć i świadomość, co nam mówią o nas.)

Krystian i Ela siedzą naprzeciw siebie w fotelach. Ela poprosiła o rozmowę.

Ela do Krystiana: – To ja zacznę. Mam wrażenie, że duża część z tego, co do mnie mówisz jest atakiem na mnie. Tak jak chciałbyś mi udowodnić, że, nie wiem, jestem jakaś gorsza, głupia. Sama nie wiem, dlaczego to robisz…

Krystian (słucha, bierze oddech): – Masz wrażenie, że duża część z tego, co do Ciebie mówię, jest atakiem na ciebie.

Ela: – Tak. Wkurza mnie to i mam tego dość! (Ela podnosi głos i zaciska pięści.)

Krystian (przełyka ślinę. Nie jest łatwo przyjmować i wytrzymywać czyjś gniew, bez atakowania czy bronienia się. Zwłaszcza gdy przez całe dzieciństwo blokowano w nas gniew i jednocześnie atakowano nas nim. Mimo to Krystian wytrzymuje, trzyma centrum, czuje strach i oddycha): – Wkurza cię to i masz tego dość.

Ela: – Tak! (W Eli coś się relaksuje, gdy jej granica została usłyszana i przyjęta. W miejsce gniewu, pojawia się smutek.) I gdy to robisz to zamykam się na Ciebie i najchętniej chciałabym, żebyś zniknął.

Krystian (zauważcie, że powstrzymuje swój gniew i pytanie, które rzuca mu się na uta: „co robię dokładnie?” – na szczegóły będzie pora, nie o to chodzi w tej chwili. To ważny moment.) : – Gdy to robię, to zamykasz się na mnie i chciałabyś, żebym zniknął.

Ela: – Tak… (na jej twarzy pojawiają się łzy i zaczyna płakać). A nie chcę żebyś znikał. Chcę być z tobą blisko i żebyśmy się kochali!

Krystian (te słowa dochodzą prosto do jego serca i w jego oczach też pojawiają się łzy): – Chcesz być ze mną blisko…

To może być początek ważnej rozmowy. Dalej jest kwestia ustalenia, co takiego Krystian robi dokładnie, że Ela tak się czuje. Na ile on to robi, a na ile jej reakcja spowodowana jest emocjonalnymi ranami z dzieciństwa (zwykle to jedno i drugie). I wreszcie: co można zrobić, żeby było inaczej.

Każda taka rozmowa ma wiele poziomów, warstw, drzwi, które prowadzą do kolejnych drzwi i nitek, które prowadzą do naszych emocjonalnych ran, które możemy objąć i z których możemy się uzdrowić. Ale dziś jest o słuchaniu.

Gdy pracuję z parami czy małżeństwami, to ja nawiguję rozmową. Pytam o uczucia, proszę o powtórzenie, sprawdzam, czy druga strona naprawdę usłyszała, czy tylko udaje, żeby móc wykrzyczeć swoje. I wtedy, przy szczerych chęciach z obu stron, te rozmowy NAPRAWDĘ tak wyglądają.

DLACZEGO TO NIE DZIAŁA?

Callahan wyróżnia dwa podstawowe składniki każdego komunikatu:

1. Składnik informacyjny, czyli: koncepty, prośby, granice, klaryfikacje, potrzeby, itp.

2. Energia komunikatu, czyli: emocje i uczucia w nim zawarte, świadomy lub nieświadomy cel komunikatu, itp.

Jeśli zignorujesz choć jeden z tych składników, komunikacja zawodzi.

WAŻNE (dla mnie rewolucyjne): „JEŚLI NAPRAWDĘ SŁYSZYSZ UCZUCIA GNIEWU, SMUTKU, STRACHU CZY RADOŚCI DRUGIEJ OSOBY POCZUJESZ SIĘ DOTKNIĘTY.”

„Jeśli to nie jest dla ciebie w porządku czuć tego, co twój rozmówca, wtedy będziesz automatycznie i nieświadomie blokować komunikację, żeby nie musieć czuć (dlatego moim zdaniem prawdziwe słuchanie jest takim wyzwaniem – przyp. autora). Nieważne jak bardzo chcesz być w komunikacji z drugą osobą. Zamiast tego będziesz oferować rozwiązania, wyrażać opinie, dawać rady, krytykować myślenie, deprecjonować uczucia, żartować z nich, czy starać się odwrócić uwagę. I tak dalej. Nieważne jak użyteczne i na miejscu te metody nam się mogą wydawać: żadna z nich potwierdza źródłowej komunikacji, więc rozmówca doświadcza bycia nie usłyszanym w pełni.”

– słowa Callahana pochodzące z książki „Directing the Power of Conscious Feelings”.
Callahan nazywa to jednym z najboleśniejszych doświadczeń, jakie może mieć człowiek.

WAŻNE: dlatego czasem najlepiej wykonana technicznie parafraza nie działa, gdy jest tylko robiona przez intelekt. Utykałem na tym przez pierwsze lata zajmowania się tematem komunikacji. Wszystko rozumiałem świetnie, precyzyjnie powtarzałem, a napięcia w rozmowie nie malały (działo się to zwłaszcza w mojej relacji intymnej). Wciąż mi się to zdarza.

Zwykle chcemy zrozumieć rozmówcę. Jednak rozumieć nie oznacza słyszeć. Słyszeć naprawdę całym sobą to rozumieć i przede wszystkim mieć gotowość czucia. Tylko takie słuchanie daje poczucie satysfakcji na najgłębszym poziomie.

CO ZROBIĆ, ŻEBY DZIAŁAŁO?

Praktykować, praktykować, a potem praktykować. Popełniać błędy, sprawdzać kiedy działa, a kiedy nie działa. Zmieniać co nie działa i wzmacniać to, co działa. Czuć, uczyć się czucia. Między czasie nabywać innych umiejętności komunikacyjnych, pracować ze sobą i zdobywać wglądy. Pytać i prosić o pomoc i wyjaśnienia. Praktykować, popełniać błędy i praktykować. I wtedy działa!

Aż do czasu, kiedy nie zadziała. Wtedy powtarzamy procedurę 🙂

Jeśli chcesz, żeby było prościej, to sorry, nie będzie. (ale spoko, ja też się cały czas łudzę, że w końcu coś przeskoczy i nie będę musiał się wysilać). Jak znajdziesz coś prostszego a równie skutecznego, daj znać!

I z drugiej strony: to wcale nie takie trudne!

Z głębi serca życzę powodzenia!

Zmieniajmy Świat! <3

ZAPRASZAM

Na warsztaty, sesje par i małżeństw oraz sesje indywidualne.

Napisz: shotmarcin@gmail.com


0 komentarzy do “KOMUNIKACJA, KTÓRA UZDRAWIA. VOL. 1: JAK SŁUCHAĆ, ŻEBY SŁYSZEĆ?”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Relacje

Jak oswoić smoka – Twój Gniew cz.1

JAK OSWOIĆ SMOKA – TWÓJ GNIEW Gniew często kojarzy się nam z krzyczeniem na innych ludzi, wymuszaniem swojej woli, ranieniem, agresją i przemocą. Krytykanctwem, narzekaniem, obrażaniem. Nawet samo słowo „złość” w naszym języku pochodzi o Read more...

Relacje

Czy łatwo jest być blisko?

Czy łatwo jest być blisko? Niedawno rozmawiałem z moim przyjacielem. Takim jeszcze z czasów dziecięcych. Powiedziałem mu coś, co jest we mnie bardzo żywe od wielu lat. Powiedziałem, że boli mnie, że nie jestem z Read more...

Relacje

Jak zamienić konflikt w dar

Często w sytuacjach konfliktowych w relacjach poruszamy się jak po polu minowym. Czasami wystarczy krok nie w tę stronę, jedno zdanie, czy słowo, żeby uaktywnić głęboko wrosłe w nas schematy. Pakują nas one w pętle Read more...