—————————–

Poniższy tekst jest inspirowany moją podróżą podczas Ceremonii Kaktusa „Wachuma” (inaczej San Pedro) w męskim kręgu.
Dedykuję go mojemu Tacie i wszystkim moim męskim Przodkom.

——————————

Leżę na materacu. Ciemno. Leci muzyka. Gdzieś blisko, jak ja, na materacach leżą inni mężczyźni.

Boję się wrażliwości. Zawsze się jej bałem. Bałem się bać. I bałem się smutku. Wrażliwość to czucie. Czucie to też ból. To bardzo dużo bólu, którego nie chciałem czuć.
Nauczono mnie, że wrażliwość jest dla kobiet. Nie dla mężczyzn.

Większość życia szukam odpowiedzi na pytania: co znaczy być mężczyzną? Co znaczy dla mnie bycie mężczyzną?
Dopiero od niedawna zadaję sobie te pytania bardziej świadomie.

Jako chłopiec, nastolatek, młodzieniec szukałem męskości w buncie, niebezpiecznych sytuacjach, byciu głośnym i widocznym, uprzykrzaniu innym życia, alkoholu i narkotykach, doświadczeniach, brutalnych sportach walki.
Wydawało mi się (i wciąż to jeszcze we mnie siedzi, choć wyrywam to ze swojej duszy jak chwast, który wydawałoby się, że już się go pozbyłeś, a on dalej tam jest), że męski to znaczy ostry, twardy, oschły, obyty w różnych życiowych niebezpieczeństwach. Zawadiaka, który potrafi zadrwić ze wszystkiego. Który niczego się nie boi, nie płacze. Ostre szydercze i cięte riposty wyrzuca z siebie jak Ninja shirukeny. Wyrywa kobiety jedną za drugą, bzyka jak w pornolach, rzuca i idzie dalej, bo jego męską wartość wyznacza ilość zdobytych kobiet, obwód bicepsa i ilość przebytych i przeżytych niebezpiecznych przygód, którymi potem można się chwalić. Potrafi ryknąć i siłą podporządkować sobie każdego. Wie czego chce i zdobywa to, nieważne jakim kosztem. Gardzi słabościami i na pewno nie ma żadnych.
Taki miałem ideał mężczyzny. Skąd? Z filmów o samurajach, Rambo, Terminatorze i innych. Z podwórka, ulicy, domu, szkoły, książek, mediów. Od przytłaczającej większości męskich wzorców dostępnych wokół.

Takim mężczyzną chciałem być. I strasznie złościłem się (i wciąż czasem to robię) na siebie, że takim mężczyzną nie jestem. I ogromnie się tego wstydziłem. Miałem kolejny dowód na to, że coś ze mną nie tak.
Płacz jest dla ciot. Wrażliwość jest dla frajerów. Boją się tylko pizdy.

Więc gwałciłem tę wrażliwość w sobie. Tłamsiłem szyderstwem i cynizmem. Dusiłem w oparach marihuany i alkoholu. Obśmiewałem. Plugawiłem nadmierną i przerysowaną wulgarnością i przekleństwami. Udawałem kogucika. Wyciskałem ją przez wiele lat na siłowni. Chowałem za przeróżnymi maskami i wyobrażeniem o własnej wielkości i wyjątkowości. Zagłuszałem zgiełkiem zbędnych słów. Zabierałem jej miejsce ciągle coś robiąc i myśląc. Zabijałem ostrą jak sztylety samokrytyką i racjonalnością precyzyjną jak laser. Zapychałem słodyczami i obżarstwem oraz wiecznie nienasyconym głodem wszystkiego. Byleby nie czuć. Byleby tego nie pokazać. Zwłaszcza przy innych mężczyznach.
Chowałem ją przed światem tak ukrywano osoby żydowskiego pochodzenia w czasie niemieckiej okupacji. Z przekonaniem, że jeśli się wyda mogę stracić reputacje, albo życie.
Tak jak robili to niemal wszyscy chłopcy i mężczyźni, których znałem.

Już mniej, ale dalej to wszystko robię.

—————————————————–

WRAŻLIWOŚĆ NA ŻYCIE

I teraz leżę na materacu. I dzięki Świętemu San Pedro widzę ją. I czuję ją. Wrażliwość.

Czym ona jest? Dla mnie to wyczulenie na ŻYCIE.

Życie, które jest w każdym z nas. Które jest tworzywem wszechświata. Nitką, na którą nawleczone są korale Istnienia.
Widzę je (Życie) jako cudowną, soczystą i delikatną roślinę, która w sprzyjających warunkach wyrasta z nasiona i rośnie: wielkie, żywotne, jędrne, piękne jak drzewo. Czuję jak przepływa przeze mnie. Czuję Życie!
Kolorowy, ciepły, pulsujący cud wśród ciemności. Ależ to cudowne uczucie!
Wyrasta i rozkwita dzięki łagodnej obecności i uważności. Podlewa się je miłością i wrażliwością. Ochrania się je granicami, mocą ducha i zdyscyplinowaniem.
Tak delikatne! Tak kruche! Tak subtelne! Tak nieśmiałe na początku.
Wystarcza jeden niewłaściwy ruch, by zastygło. By wycofało się i zamknęło z powrotem w nasieniu.
Życie. Najbardziej DROGOCENNY SKARB WE WSZECHŚWIECIE.
Droższy i bardziej wartościowy od złota, ropy, władzy, sławy, terytorium i wszystkich zasobów razem wziętych.
Nie da się tego opisać. To najpiękniejsze, najcenniejsze, co istnieje. I jest w nas. Dostaliśmy go w opiekę. KAŻDY Z NAS.

Gdy to czuję, zaczynam płakać. Na początku to tylko kilka łez. Jakby w twardej i odwiecznej skale tworzyła się szczelina i zaczęła z niej płynąć strużka wody. Szczelina powiększa się i wytryskuje z niej źródło, które zamienia się w potok i wreszcie rzekę.
Tak moje serce otwiera się powoli, by zanieść się głębokim szlochem. Głębokim smutkiem z trzewi ze zrozumienia, że to Życie i te Skarby są też we mnie. We mnie! Tak niegodnym, takim nikim, takim zwykłym i małym i nic nie znaczącym.
Szlocham. Z głębokiego smutku i żałoby za wrażliwością, która została we mnie zgwałcona i stłamszona. Za tą ultra delikatną częścią mnie, która nigdy nie została uszanowana tak, jak na to zasługuje.
Opłakuję tę kruchą i piękną Istotę, której nie dano tego, czego potrzebowała, żeby rozkwitnąć w pełni.
Płaczę. Za wszystkimi latami, w których próbowałem zabić ją w sobie, nieświadomie próbując zabić siebie.
Płacz nasila się, gdy rozumiem, że tego samego doświadczali moi rodzice i ich rodzice i niemal wszyscy bliscy, znani i nieznani mi ludzie.
Ten płacz to cudowne doświadczenie. Obmywa rany, rozsadza mury w moim sercu i roztapia lód, którym je skułem. Tym bardziej uzdrawiający, bo robię to, czego bałem się jak śmierci – płaczę przy innych mężczyznach.

————————————————-

PRZODKOWIE

Więc płaczę.
I widzę moich rodziców, którzy robili, co mogli, ale nie potrafili mi dać tego, czego sami nie dostali i czego sami nie umieli sobie dać. I widzę ich rodziców a moich dziadków i ich rodziców. I widzę jak ten Skarb, jak wrażliwość na życie, była w nich tłamszona przez świat i rodziców z pokolenia na pokolenie.
I przez większość życia widziałem tę sztafetę jako przekazywanie sobie bólu, ran, krzywd i gwałtów. I chodziłem z pytaniem: dlaczego? Z pretensją, że dostałem od nich to wszystko, czego przecież nie chciałem.

Teraz widzę i czuję ich ból w moim sercu. A za nim całe pokolenia. Teraz czyste, w świetle. Stoją obok siebie. Mężczyźni i Kobiety. Piękni i dostojni, w swojej czystej formie.
Nie tylko błędy. Ból, rany i krzywdy. Nie tylko. Robili, co mogli. Jak mogli. Dali tak, jak umieli. Schronienie, opiekę, troskę, uwagę, miłość.
Ci wielcy i odważni ludzie z pokolenia na pokolenie przekazywali Najcenniejszy Skarb we Wszechświecie. Przekazali mi Życie.
Nasienie. Oni chronili je i podlewali tak, jak mogli.
Jak Klejnot, który w Ciemnych Czasach przekazywany jest z pokolenia na pokolenie, czekający, żeby móc rozbłysnąć. Jak nasienie Drzewa, które czeka na odpowiednią glebę, w której może urosnąć i zakwitnąć.
I czuję ogromną wdzięczność, zachwyt i zrozumienie.

Oni nie mieli tych możliwości, co my. Co ja teraz. Nie mieli dostępu do tych narzędzi, do tej wiedzy. Żeby tę wrażliwość i połączenie z Życiem odkrywać, uzdrawiać, chronić.
Dziś w każdej chwili możesz pójść na warsztat, ćwiczyć narzędzia, są metody i systemy, które pozwalają łączyć się ze swoimi ranami i najgłębszymi częściami siebie, rozświetlać mrok i uzdrawiać historie rodowe.
Oni tego nie mieli.

Ale mieli tę samą wrażliwość, bo przecież po nich ją mam. To samo połączenie z Życiem.
Mój Tata. Moi dziadkowie, pradziadkowie, wujkowie i dalej.

Kim byliby, gdyby nie kultura, która nakazuje mężczyźnie być twardym, zawsze ogarniającym, bez uczuć i wrażliwości? Przecież oni mierzyli się z tym samym co ja teraz.
Kim byliby i co robili, gdyby mogli rozwijać i podlewać w sobie wrażliwość i moc do chronienia życia w sobie?

I tak często nie mamy o tym pojęcia. Życie to nasienie, które może zakwitnąć i wydać owoce, lub skarleć i obumrzeć. Żeby zakwitnąć potrzebuje żyznej gleby, warunków, czułej i zdecydowanej opieki.

Życia nie da się posiąść. Zdobyć. Zaprojektować i ukształtować wedle własnej woli. To gwałt i wtedy wygrywa nasza wola, ale zanika życie.
Życie można chronić. Podlewać. Nadawać mu granice, żeby mogło się zdrowo rozwijać. Wyrywać chwasty. Być obecnym i uważnym z miłością i tylko wtedy ono rozkwita w pełni.

Wrażliwość nie wyklucza siły i odwrotnie. A wręcz obie w czystej formie nie istnieją bez siebie i nie mogą zaistnieć. Moc i siła jest potrzebna żeby chronić i trzymać przestrzeń dla wrażliwości. Bez mocy i granic wrażliwość staje się wypaczona. A siła bez wrażliwości to wszystko, co widzimy w dzisiejszej patriarchalnej kulturze moim zdaniem. Bawiący się chłopcy, którzy przy okazji gwałcą i zabijają wszystko, co żyje.

————————————————–

DAR ŻYCIA

Widzę moich Przodków jak dają mi największy Skarb we wszechświecie. Wywalczony, wycierpiany, przeniesiony przez wojny, głód, emocjonalną zmarźlinie.
Dar Życia.
Oni zrobili wszystko najlepiej jak mogli w tych warunkach, które mieli. Teraz moja kolej, żeby zrobić swoje. Najlepiej jak mogę z tym, co mam.

Co zrobię z tym Darem, gdy już wiem, że mam w dłoniach najbardziej drogocenny skarb świata?
Łatwo oceniać innych i mieć pretensje do tych, co byli przede mną. Trudniej samemu otworzyć serce i poprzeć to działaniem. Podobno odpowiedzialność to świadomość w akcji.

Jestem przerażony, bo nie wiem. Nie wiem jak się z nim obchodzić. Jak o niego dbać. Tak delikatny i kruchy. Tak długo uważałem go za swoją największą słabość i udrękę. Jak dać sobie to, czego nigdy nie dostałem? Jak to zrobić z moją przeszłością gwałciciela życia? Tak łatwo o tym zapomnieć i wpaść w stare koleiny. Czuję się jak słoń w składzie z porcelaną.

I jednocześnie najbardziej hojnie obdarzony. I zaszczycony zaufaniem, które dostałem od Wszechświata otrzymując ten Dar.

Wiem, że na ten moment znalazłem swoją odpowiedź, co znaczy być dla mnie mężczyzną:
To chronienie Życia i stwarzanie przestrzeni na jego rozkwit. W sobie i w świecie.

Co z nim zrobię?

Co zrobię z Darem Życia?

W kategorii: Teksty Inspiracje

0 komentarzy do “O PRZODKACH I MĘSKIEJ WRAŻLIWOŚCI”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane wpisy

Moja twórczość

Mądrość Ziemi

Ślęża. Twarda i kamienista ścieżka pod górę. Pomiędzy drzewami mgła. Coś odwiecznego w tym mrocznym spotkaniu lasu z niebem. Zatrzymuję się i wsłuchuję w ciężki oddech. Czuję ciepły pot na plecach. Patrzę w lewo. Drzewo. Read more...

Teksty Inspiracje

Być nikim

– Najbardziej boję się być nikim. – mówi po francusku Christian. Kamera skierowana jest na jego twarz. Młodą, ciemną, przystojną. I wyraz jaki ma na twarzy i spojrzenie stemplują fakt, że Christian właśnie dotyka najgłębszych, Read more...

Teksty Inspiracje

W Nieznane

  Chcę się z Tobą podzielić czymś bardzo dla mnie ważnym. Znów kolejne iluzje opadły martwe. Inne poluźniły ciasne uchwyty. Czuję. Dziś. Może przez chwilę, może przez kilka dni. Z tego miejsca, w którym teraz Read more...